czwartek, 15 października 2009

Rejs


Dni kobiety będącej chyba szczególnie po raz pierwszy w ciąży, jeszcze bardziej kobiety po przejściach długich starań, szybkich utrat, trudności rozmaitych w trakcie, upływają przynajmniej tak jest u mnie na wielkiej świadomości upływającego czasu. Na odliczaniu tego czasu w sposób jaki dotąd się nie zdarzył nawet w oczekiwaniu na wiosnę po zimie,odkreślaniu połówek dni i całych dób. Cieszenia się, że czas tak szybko mija.



Dziś jak zawsze rano przy śniadaniu powiedziałam do męża na głos- "wiesz dziś mamy 22 tydzień i 5 dzień, w niedzielę zacznie się 24 tydzień....", och byle do przodu, byle dalej byle się udało byle do krytycznego 28, 30 tygodnia, potem dalej ku 40 tygodniowi.

Ostatnie przeżycia, niepokoje, pobyty w szpitalu, codzienne częste bolesne skurcze tylko zintensyfikowały takie moje podejście. Na kobiety przekraczające 30 tydzień reaguję westchnieniem -"ja też tak chcę, ja też..."
Tak sobie odliczam każdego dnia od początku ciąży i dziwię się sama sobie, że tak gnam pragnieniem ku przyszłości tracąc przecież cenny czas życia i każdy dzień tego szczęśliwego stanu, a jednak chcę by dni mijały migiem a luty, ach luty 2010, ten luty jawi mi się jako Ziemia Obiecana i bezpieczny port dla mojego burzliwego rejsu.

Dziś w pełni rozumiem słowa przyjaciółki po pierwszej stracie, będącej w kolejnej ciąży- "wiesz chciałabym zasnąć i obudzić się w samym dniu porodu". Choć szalenie szkoda byłoby doznań tego okresu bo są wyjątkowe, niesamowite, to rozumiem nazbyt dobrze to westchnienie.

Kiedy byłam na początku tej drogi liczył się dla mnie bezpośrednio ten najbliższy czas, wydawało się, że powodzenie całej ciąży rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach.
Oby macica nie zapłakała znowu krwawo jak co miesiąc, oby nie zdarzyło się to z powodu niepowodzenia, aberracji chromosomalnej, zaburzeń czy blokady mojego ciała, kilka tygodni później gdy niby się udało.

Uprzedzana przez lekarza podczas 4 pierwszych wizyt jego własną rezerwą - "na razie bez euforii proszę pani, na tym etapie za wcześnie na zachwyt, wszystko się może zdarzyć", i wspomagająco raczona przez niego ponad tuzinem leków, zastrzyków na podtrzymanie ( które notabene biorę po dziś dzień), mówiłam sobie wtedy starając się o dystans i spokój czując, że Ktoś jeszcze nad tym czuwa oprócz mnie- "a więc byle do tego magicznego przełomowego 12, 13 tyg ciąży- to ten najbardziej niepewny okres gdy wszystko może się zdarzyć a potem już z górki zacznę tryumfować."
Właściwie,... i nie miałam z tym jakiegokolwiek problemu bo organizm sam się tego domagał starałam się przespać ten 3,5 miesięczny czas, nie podjęłam nawet na tym etapie zamysłu pisania ciążowego pamiętnika dla dziecka bo były obawy, że może zeszyt 16 kartkowy nawet to byłoby o dużo, za dużo... Udało się jednak bez jakichkolwiek problemów.
Łożysko przejęło kontrolę, organizm odnalazł się wreszcie w burzy hormonalnej. Dziecko okazało się kompletne i dobrze sobie radzące. Choć to niby oczywiste gdy chodzi o rozwój zarodka ludzkiego miało ku mojej radości nieopisanej:jedną główkę, dwie rączki, dokładnie dwie nóżki i obecny tułów.

Mówiłam sobie więc na tym kolejnym etapie bogatym też w inne - zawodowe przeżycia tak- zaczął się mój urlop nauczycielski, obroniłam mianowanego, z ciążą i dzieckiem wszystko ok: "teraz już będę spokojniejsza, wytchnę po tych wszystkich przeżyciach i emocjach..." , choć taki pełny spokój miałam osiągnąć według siebie gdy w końcu poczuję pierwsze ruchy dziecka.

Dopiero to przecież, poza pęcznieniem ciała, które może być jedynie wynikiem gazów w jelitach utwierdza kobietę, że w ciąży jest najprawdziwiej w świecie i że jej dziecko żyje , rusza się nie tylko w czasie sesji na usg.

To doświadczenie ruchów dziecka wydawało mi się zawsze czymś tak niepojęcie cudownym, doznaniem tak absolutnym, kosmicznym prawie i dla mnie nieosiagalnym, że mówiłam sobie i innym i Bogu - "już zaszłam, już jestem szczęśliwa, już wiem jak to jest poczuć się w ciąży, dziękuję dosłownie za każdy dzień, nie wiem ile jeszcze takich dni wspaniałych ale teraz proszę jeszcze tylko o to jedno jedyne doświadczenie-ruchu dziecka we mnie.... to będzie czymś dlaczego warto było to przeżyć choćby cokolwiek się stało potem."

Pierwsze zabawne odczucia pękania bąbelków w brzuchu przyszły wcześnie bo w 15 tyg, ciąży kolejny tydzień za tygodniem zwiększał intensywność niecodziennych doznań od małej rybki przepływającej w te i z powrotem i delikatnie łaskoczącej mnie ogonkiem od środka aż po konkretne chlapnięcia i zrywy tu i tam rybiego ogona dalej rzucania się po ścianach macicy małej ruchliwej ropuchy. Przedziwne odczucie, cudowne gdy doświadczysz go ty sama zdając sobie sprawę, że to magia pomieszkiwania człowieka w człowieku. Człowieka najdroższego Ci na świecie od tej chwili już na zawsze.

Wydawało mi się i z naiwnością dziecka mówiłam sobie i najbliższym relacjonując moje ówczesne nastawienie, że wejście w drugi koronny trymestr rozwieje wszelkie niepotrzebne obawy już całkiem i zacznę się w pełni rozkoszować czymś czym rozkoszować wcześniej w całej pełni nazbyt się obawiałam.
Nadchodził dla mnie czas, który nie znając go jeszcze z autopsji ciążowej codzienności i mnóstwa odczuć ciała i ducha, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć, określałam "okresem gładkim i już z górki", charakteryzującym się jedynie powiększającym się brzuchem, intensywnością ruchów dziecka i czasem pełni energii witalnej - wielkim komfortem psychicznym jednym słowem ....z małym nieważnym minusem częstych zgag.
Jakże to płaskie wyobrażenie 2 trymestru z jego realnymi licznymi atrakcjami, radościami i niepokojami jakich doświadczyłam na własnej skórze i o jakich sie dowiedziałamod innych ciężarnych i matek.

W wyobraźni jedynie mogłam wspiąć się na palce na tyle, że widziałam się nareszcie dumnie obnoszącą się ze sporym już brzuszkiem, korzystającą z wielu przywilejów i rozrywek, które zapewniają sobie kobiety w ciąży - zwolnienie tempa życia, po pracy, której nie wykluczałam bieganie po sklepach w poszukiwaniu różności dla dziecka, długie spacery, wyjazdy w najpiękniejsze miejsca, prezentacje rodzinne - niech w końcu zobaczą i uwierzą, że i mi może wyrosnąć ciążowe brzucho, beztroskie ploteczki z przyjaciółkami, których dzieci już mnie nie doprowadzą do dzikiej tęsknoty bo swoje mieć będę tuż pod sercem, wyciągnięcie z szafy zbieranych obsesyjnie przez lata starań, ciążowych tunik i noszenie się w nich po ulicach dumnie w końcu kobieta w ciąży jest tak niebanalnie piękna - krągła nosicielka życia.

Miało być jednak inaczej...
Doświadczyłam co prawda tego co przeczuwałam, że jest udziałem kobiety w ciąży-zdziwień na temat nieprawdopodobnych transformacji jakie przechodzi własne, znajome dotąd w zachowaniach ciało, wszechobecnej troski najbliższego otoczenia, wyrażającej się w wyręczaniach, pytaniach od samego rana tymi i wszelkimi sposobami komunikacji nam dostępnej ,o stan mojego samopoczucia i choćbym nie wiem jak wyglądała przekonanych stwierdzeń jakże przyjemnie dla ucha brzmiących, że ciąża mi służy i wyglądam wprost kwitnąco:)
Doświadczyłam co prawda w zdumiewający wręcz sposób dla kogoś kto o tym tyleeeee marzył i oto teraz jest to dla niego normą od rana do nocy, czym są ruchy dziecka w brzuchu i muszę przyznać, nie spodziewałam się, że już na etapie minionego jakiś czas temu 21 tygodnia te ruchy okażą się tak konkretne, odczuwalne w większości przyjemnie i rozbrajające aż do ubawienia ale niekiedy odczuwalne aż do stopnia pojedynczych, choć nieprzesadzonych- "auuuuu" odgłosów z moich ust wyrywających się gdy brzdąc, kopnie niespodziewanie całkiem , w pełnym impecie zderzenia się jaskółki z szybą.


Drugi trymest nie okazał się jednak czasem gładkim, bez trosk, wręcz przeciwnie o ile wcześniej liczyłam dni jakby swobodniej mimo wszystko, to etap ten okazał się na skutek doświadczeń niepokojących odliczaniem zawziętym, gdy okazało się, że szyjka sobie nie radzi, skraca się i trzeba ją wspomagać natychmiast zabiegiem. Potem pamiętny krwotok, niefortunności te owocujące decyzją lekarza, że mogę zapomnieć o długich spacerach, zakupach, wysiłku, pracy zawodowej, że powinnam leżeć non stop, że skurcze mogą być początkiem przedwczesnej akcji porodowej i zaprzepaścić wszystko do czego doszłam w tej wędrówce ku dziecku.


Wszystko jest inaczej, nie tak jak możnaby przewidzieć. Nierozsądne i racjonalne lęki tej wędrówki, do których moja głowa skora są odczarowywane zamieniając się w uspokojenies bądź radość, że nic takiego nie miało miejsca a wszelkie pewniki i oczywistości są przekreślane niekiedy jednym ruchem kolejnych wydarzeń.

Tyle jeszcze tych tygodni przede mną decydujących choć powtarzam sobie tydzień za tygodniem :"byle do rozwinięcia się płucek, byle do zdolnej do uratowania dziecka wagi ok. 700gram, byle do kilograma, byle jeszcze i jeszcze trochę..."

Wczoraj kiedy już zmęczona niepokojami nachodzącymi mnie od ostatniej wizyty u mojego lekarza spowodowanymi dziesiątkaminiepokojących objawów(powinnam mieć ginekologa kieszonkowego łącznie z podręcznym sprzętem usg) , znów roiłam sobie wszystko co nie po mojej myśli-podczas badania i połówkowego usg, rozbroił to wszystko jednym wyrazem twarzy nasz synek patrząc na nas z prawdziwie anielską beztroską spoza zamkniętych powiek.




widzicie tę wyprostowaną rączkę?

Pomachał rączką, powierzgał nóżkami, tu fiknął na wizji, tam odkopnął: okazał się zdrowy, żywotny, nader duży 685 gram i funkcjonujący bez zarzutu oraz co znowu dla mnie budziło wcześniej nierozsądną wątpliwość: absolutnie kompletny nie tylko z rączkami i nóżkami, paluszkami nawet pięcioma u każdej kończyny ale też 4 komorowym sercem, kompletnym podniebieniem i symetrycznym mózgiem oraz wszelkimi detalami takimi jakie u dziecka 23 tygodniowego być powinny. Uffff westchnęłam tylko z euforią w sercu znów odczarowując w mojej głowie kolejny etap do przeżycia- przełomowe badanie połówkowe, od ktorego do wczoraj całe moje życie i los dziecka miało zależeć.
O dziwo też mimo wciąż niepokojących dyskomfortów brzucha, bolesnych skurczy po kilkanaście razy na dzień, które sprawiają, że się zwijam w muszelkę i nie są dobrym znakiem- leżenie i oszczędzanie się wydłużyło mi szyjkę o ! centymetr ......zamiast spowodować, co jest tego efektem, że znajdę się o kilka kroków od zagrożenia przedwczesnym porodem.

Zakupy po sklepach, o których marzyłam dla dzidzi nie staną się kompletnie moim udziałem, za to allegro i zakupy internetowe dla dziecka praktykuję nazbyt namiętnie, ciasne mieszkanko napełnia się w szybkim tempie różnościami, wymarzony kącik dla dziecka meblować będę w przyszłości nie swoimi rękami niestety, wydając komunikaty mężowi gdzie co być powinno , połowa efektownych ubrań ciążowych, które miałam prezentować latem, jesienią i zimą pozostanie w szafie, gdyż wychodzę gdy jest taka konieczność tylko tyle co do samochodu pod samym blokiem by dojechać do lekarza lub uparcie na mszę co niedzielę podwożona tymże samochodem pod same wrota.

Kolejny pomysł na choćby leniwy weekend poza domem w naszym ulubionym Turowie spalił na panewce 2 tygodnie temu i już nie dojdzie do skutku, szkoła rodzenia ponoć najlepsza i pasjonująca w przebiegu zajęć, która wybrałam i opłaciłam będzie musiała obyć się beze mnie mimo wielkich chęci bo lekarz nie pozwolił mi na nią uczęszczać z racji dłuższej jazdy samochodem...

Oj jest zupełnie inaczej niż to co sobie ułożyłam w czupurnej główce ale myślę sobie, że to wszystko nic,to pestka, pesteczka bo przecież czas stale płynie nawet teraz gdy od tylu godzin piszę te słowa i z każdą chwilą zbliża mnie do portu i wiecie co, leżąc tak bezczynnie można dorastać, nabierać większego rozsądku bo wniosek osiągam taki: mogę nawet leżeć do lutego w tym samym łóżku, z tym samym przewidywalnym grafikiem spolegliwego dnia, pomiędzy pilotami od telewizora, komórką, stacjonarnym, laptopem, książka o wychowaniu dziecka w zgodzie z instynktem i naturą a muzyką Vivaldiego stymulującą jego harmonijny rozwój, mogę wiele znieść a nawet więcej byle móc dotrwać, odliczać już po 30 tyg. z nieco większym spokojem, choć ciągle nie wiedząc co jeszcze mnie czeka w ciążowym okresie, w końcu ostatnie dni 38, 39 tygodnia... żegnając 28 stycznia, 29 stycznia... by w okolicach 1 lutego czy jak to się tam realnie potoczy osiągnąć szczęśliwy finał, port i przystań- spojrzeć własnemu dziecku w twarz.

39 komentarzy:

alewe pisze...

Masz rację kochana,te wszystkie "uciechy" ciążowe które cię omijają to naprawdę NIC.Najważniejszy jest teraz spokój Twój i dziecka.Wiem,że łatwo się to pisze i wiem,jak trudne jest to do osiągnięcia-nawet w ciąży przebiegającej bez większych komplikacji,a co dopiero kiedy jest tak jak u Ciebie.Mam do Ciebie tylko jedną prośbę,popatrz na to cudne zdjęcie synka i przestań się zamartwiać-wszystko będzie dobrze,ta pozytywna energia przyda się Wam obojgu...to wyciszenie.Mały już ci pokazuje,że wszystko jest OK,teraz niech mama swoim spokojem pokaże mu to samo :D.Masz wkoło wielu życzliwych ludzi (nawet tu).
Pozdrawiam Was ciepło,trzymając kciuki mocno

Alina Anna pisze...

No kochana, teraz to już prawdziwy pamiętnik ciążowy:) Będzie miało maleństwo co poczytać jak dorośnie:)
Ja napiszę tak, jak miałam problemy finansowe, to ciągle narzekałam na brak pieniędzy, jak przestałam narzekać, to płyną strumyczkiem (nie rzeką!:), jestem jak widać zwolenniczką pozytywnego myślenia:) Ty też! więc: odpoczywaj, czytaj, oglądaj, bo jak maleństwo pojawi się na świecie, to nie będziesz miała na to czasu! Za oknem zimno, mokro, ludzie raczej zamyśleni... A w domku Ty i brzuszek - bezcenne chwile:) Wpadnę tu znowu, jak znajdę czas w zagonionym świcie...
Trzymaj się:), obojętnie czego ale trzymaj:) Będzie bardzo dobrze:)

ika pisze...

I tego z całego serca Ci Kamilo życzę, żebyś bezpiecznie dopłynęła do końca rejsu w lutym, w krórym jest rozwiązanie, a Twoje troski i niepokoje przeobraziły się w WIELKĄ RADOŚĆ :D
Śle uściski :*

Anonimowy pisze...

Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, ja też jestem po przejściach może nie takich jak Ty, ale oczy pełne łez miałam, a teraz oczekuję dzidzi i to w tym samym terminie co Ty:)

babibu pisze...

cieszę się każdą kolejną notką u Ciebie:) bardzo Wam kibicuję!!

wiem jak rozmiękcza serducho przeglądanie malusieńkich ciuszków:))) jakie szczęście,że mozna zakupy przez internet zrobić!
zakupy dają radość kiedy się ma masę sił-na latanie,oglądanie itp-ja sama miałam problemy z chodzeniem więc od 20tygodnia stopniowo zbierałam wyprawkę:)


będzie dobrze:)
mogę podesłać jakieś filmy jesli być chciała

poczwarka pisze...

Jak dobrze wiem, co teraz przeżywasz... Kiedy czytam Twoje słowa odżywają wspomnienia z przed dwóch lat i roku... Dla jednych te 9 miesięcy to zwykła codzienność dom-praca-dom, tylko ciuchy inne - większe - i tak pewnie byłoby lepiej...A dla innych to walka o każdy następny dzień... Kiedy oglądałam na ulicy scenki typu: zaawansowana ciąża z papierosem, piwem, z brzuchem na wierzchu w czasie mrozu miałam ochotę bić na oślep - im nie zależało, a ja każdego dnia wiłam się jak w złym śnie, próbując nie zwariować... Kilka razy w nocy "budziłam" malucha - jego ruchy uspokajały, dodawały otuchy - wariowałam kiedy spał... A teraz co rano budzi mnie jego rozbrajający, już czterozębny uśmiech, i każdego ranka nie potrafię uwierzyć w swoje szczęście... O trudnych chwilach szybko się zapomina, ale o wiele trudniej jest je przetrwać, nie tracąc wiary w to, że będzie dobrze...
Mocno trzymam za Was kciuki każdego dnia. Myślę, że Twój Maluszek jest silny, czuje jak bardzo jest kochany i będzie "walczył" razem z Tobą aż do szczęśliwego zakończenia

CONCHITA pisze...

Czytałam Twój post z zapartym tchem, łzy kręciły się pod powiekami. Może dlatego że dl mnie ciąża jest cały czas zjawiskiem egzotycznym...odległym mi. Może dlatego że mam o niej mylne wyobrażenia właśnie takich radosnych chwil jak zakupy ciążowe z przyjaciółkami. Dobrze że dałaś mi szanse spojrzenia na nią z innej perspektywy. Pozdrawiam cieplutko.

Malina pisze...

Twój synek będzie miał cudowną pamiątkę - przez to co piszesz wiele osób zrozumie ,jak ciężko jest przetrwać te 40 tygodni... Mój Synuś uciekał ze mnie od 26 tygodnia- te dni w szpitalu były nie do wytrzymania... Do domu nie chcieli mnie puścić , bo tam dwie córki nie dałyby mi leżeć- myślałam,że oszaleję...
Wtedy akurat umierał Papież- i nikt mi nic nie powiedział, bo nie wolno mi się było denerwować- obudziłam się dokładnie wtedy kiedy On umarł - biły dzwony w Kościele- mój synek ruszał się i dawał znać, że wszystko jest dobrze- teraz mam wrażenie ,że to było wczoraj..A ten szkrab ma teraz 4 lata i żadnych złych oznak na nim nie widać- zdrów jak ryba , nawet nadpobudliwa ryba....Wierzę, że Twój Synuś też taki będzie , a Twoje lęki są normalne- bo tylko wariatka nie martwi się o swoje dziecko! Pozdrawiam Was serdecznie i mocno kciuki trzymam- Będzie dobrze, a w lutym opowiesz mu wszystko- twarzą w twarz!

iwona rutkowska pisze...

Cieszę się z dobrych wieści i trzymam kciuki za nastęne i następne. Muzyka koi i uspokaja , duuużo pozytywnych myśli i duuużo snu. Jako mama po przejściach rozumiem Twoje niepokoje i tym bardziej przeżywam to co opisujesz. Pozdrawiam serdecznie.

ushii pisze...

Jesteś baaardzo, baaardzo dzielna!!
Z całych sił trzymam kciuki za Twojego synka i za Ciebie!
I zacznij się od swojego Synka uczyć - spójrz ile w nim energii i pewności siebie - całym sobą daje Ci znać - Mamo nie martw się, damy radę!

A pamiętnik ciążowy masz - spójrz ileż tu emocji, ile Ciebie w tych kilku wpisach, odkąd podzieliłaś się z nami swoim szczęściem - i ile osób czeka na każdy kolejny wpis w tym pamiętniku - więc nie masz czego żałować :)

A taka pogoda i tak nie sprzyja prezentacji brzuszka i spacerkom, więc wyleguj się wygodnie!

Aga pisze...

Powiem dwie rzeczy znam ten niepokoj, to przesuwanie maicznej ranicy az nadto, w tej ciazy tez, ale troce mniej. a ten niepokoj to juz bedzie zawsze cyba czy oddyca jak spi, czemu kilka minut pozniej wrocilo ze szkoly, znowu spadlo ze stolka itd

Justyna pisze...

Kamilko, kiedyś bywałam u Ciebie na gościnnych występach i ledwie od czasu do czasu podczytywałam to co pisałaś w swym Zakamarku, teraz jestem u Ciebie codziennie i codziennie wypatruje nowych wieści o Tobie i Twoim maluszku. I ja czekam na swoja kruszynę, więc różne ciążowe niepokoje nie są mi obce. Skłamałabym pisząc, że wiem co czujesz bo moja ciąża jest dużo spokojniejsza choć także nie bezproblemowa. Wierzę jednak, że Ty, ja i inne przyszłe Mamy, wszystkie dotrwamy do szczęśliwego finału. Dbaj o siebie, wypoczywaj, nie zamartwiaj się bo jak sama widzisz to już przynosi wymierne efekty :) Szyjka się wydłuża a dzidziuś rozwija się prawidłowo. Z całego serca pozdrawiam.

Katarzyna pisze...

Mimo takich przejść wyglądasz pięknie i życzę Tobie, żeby te jesienno zimowe dni szybko upłynęły w spokoju i cieszeniu się z odmiennego stanu, a nie na zamartwianiu się.
Pozdrawiam serdecznie :)

Anonimowy pisze...

wzruszłyłaś mnie tym opisem, pięknie napisane, życzę wszystkiego co najlepsze i obyś dotrwała i dopłynęła do swojego wymarzonego portu:) i spojrzała w oczka które już w myślach widzisz na codzień:) pozdrawiam serdecznie
Maja "Od tak"

Edzia pisze...

Trzymam za was kciuki - dwu-serduszkowa:) 3ba wierzyc, że bedzie dobrze:) Moja psiapsiułka kochana miała w 6 miesiącu wypadek samochodowy, walczyła dzielnie, a teraz jest dobrze i równie z nadzieją czeka, jak my wszyscy:) - pozdrawiam was gorąco:*

Nela pisze...

Pięknie wyglądacie:)
Mam nadzieję, że nie wydarzy się nic, co nie ma się wydarzyć.

Polecam serdecznie książkę w ramach odpoczywania i radości - może znasz - Włodzimierz Fijałkowski "Jestem od poczęcia. Pamiętnik dziecka w pierwszej fazie życia". Pozdrawiam ciepło.

ALEXA pisze...

kamilciu, jedno jest pewne, Twój synuś ma najwspanialszą mamę pod słońcem! Tyle w Tobie matczynej miłości, dobroci i troski. On to czuje. To właśnie dodaje Mu sił.
Wszystko będzie dobrze, musi być!
Tulę Was serdecznie :)

RMG pisze...

Dopisuję się do wszystkich życzeń dla Was. Pozdrawiam cieplutko.

Małgosiaart pisze...

Polecam teraz dla dzidzi i mamy Mozarta;)Sama to praktykowałam;)Podsyłam linka do fajnego artykułu na ten temat:
http://kobieta.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/efekt-mozarta,723969
Trzymam kciuki!

Kamila pisze...

Dziewczynki wczoraj to aż czytałam Wasze wszystkie komentarze na głos by i mąż zapoznał się jak wrażliwe, czujące i dobre istoty tu zaglądają. Lubię Wasze komentarze, te słowa jak tabletki siły, rozmaite historie osobiste, które w nawiązaniu opowiadacie. Wiecie że sobie potem o tym wszystkim sporo myślę i te rozmaite historie starań, oczekiwań, ciąż przepracowuję w główce na swój pożytek i ku rozumieniu głębiej bo przecież każda historia pokazuje dodatkowe często nie doświadczone przeze mnie aspekty, niuanse tych samych niby wydarzeń...
Apropos filmików Babibu ale jesteś kochana, że pomyślałaś na szczęście mam tu co wymyślę, czasem to chce mi się aż ciszy. Co do muzyki poważnej to stymulujaco na dziecko działa kilku kompozytorów między innymi Vivaldi, rzecz jasna Mozart, Debussy, Bach....ponoć chorały gregoriańskie- staram się to sobie zapodawać choć szczerze nie przepadam jakoś mocno za poważną muzą. Co do konkretnie tzw"efektu Mozarta" czytałam ostatnio dość sporo najnowsze wnikliwe badania niemieckich naukowców podważyły, czy nawet obaliły ten wpływ, że podwyższa on iloraz inteligencji u dzieci i płodów. Ponoć to sztucznie nakręcona i podsycana fama o nakręcanie kasy na Mozarcie chodziło, w internecie można poczytać o tym trochę. Szkoda. Ale słuchać Mozarta i tak będę a nuż dziecko będzie wyjątkowo podatne i skorzysta:) Dzięki Małgosiu.
Nela co do "pamiętnika dziecka w pierwszej fazie życia" to mnie to na tyle zainteresowało, nie znam, że muszę się rozejrzeć na allegro może jest ta książka...
Dziękuję:)

Królewna pisze...

:)

IzaO. pisze...

Po krwotoku w 20 tygodniu bałam się oddychać, by nie zdmuchnąć szczęścia, które nosiłam w sobie. Szpital, leżenie, kroplówki, leki, przeżyłam to wszystko, walcząc z uczuciem osamotnienia i bezradności.
Dzisiaj za szczęściem moim nadążyć nie mogę, bo jest wszędobylskie. Przeczytałam ciurkiem Twoje posty. Czuję, wiem, pewna jestem, że wszystko będzie u Was dobrze. Na wiatr słów nie rzucam-jestem wiedźmą. ;)

madak pisze...

Jest w Tobie siła i wierzę, że się wam uda.

Agnieszka pisze...

Czytam, prawie placze, a obok mnie spi moj 20-sto miesieczny synek... Mam nadzieje, ze za dwa lata i Ty bedziesz czula to co ja. Lez chocby nogami do gory jesli bedzie trzeba, Kamilo od Zakamarka. Sciskaj nogi z calej sily, tak jak ja sciskam kciuki. Dobranoc, styczen juz wkrotce.
PS. Moj synek urodzial sie 28 stycznia, moze i Twoj tak zrobi :-)

izary pisze...

Kama, myślę, ze teraz z większą wiarą i optymizmem dobrniesz do kolejnych wyznaczonych etapów, a w efekcie do mety. tE ZDJĘcia są dowodem na to, ze wszystko z dzieckiem jest ok. Ale jak dobrze Cie rozumiem, Podczas pierwszego badania usg zamęczałam lekarza pytaniami czy mój dzidzius ma dwie ręce, dwie nogi itp. Pod koniec badania dziwnie sie na mnie popatrzył, ale obyło sie nez komentarza. Trzymajcie się ciepło, może jakieś afirmacje, wizualizacje by pomogły? Jestes bardzo silna, dasz radę, pozdrawiam serdecznie iza

sasia73 pisze...

Kamilo, nie znamy się, ale czytuję Twojego bloga i od jakiegoś czasu mocno trzymam za Ciebie i dzieciaczka kciuki. Przeszłam podobną drogę... Znam te stany zadziwienia, niepokoju, a w końcu euforii, że wszystko się udało. Teraz mam pięcioletnią cudną córeczkę (czasem nawet o niej piszę na swoim blogu "serwetką malowane"). Jestem pewna, że Wam też się uda. Jesteś dzielna i mądra! Wszystko będzie dobrze! Zobaczysz!Przesyłam Wam dobre myśli... i pozdrawiam ciepło!

Dag-eSz pisze...

Życzę Ci aby dni oczekiwania szybko minęły, szybko ale w zdrowiu i pozytywnych myślach i w końcu szczęśliwego rozwiązania :)

Maleństwo jest takie spokojne i macha do Was - rodziców rączką abyście się nie martwili :)

Wszyscy tu zaglądający trzymają kciuki - modlą się za Was :)

Pozdrawiam cieplutko

Michał pisze...

Powiem tylko tyle: siedzą właśnie obok mnie: Tosia 37 tydzień (pół roku leżenia) i Maksiu 28 tydzień (cały czas leżenia). W Poznaniu na Polnej leżą w inkubatorach 500gramowe dzieci, które wyrastaja potem na wielkich mężczyzn! A koleżanka mojego synka to Pati 24 tydzień, ważyła 700g i dzisiaj jest ok! Widziałam na własne oczy, więc zaświadczam :) Monika z Poznania

Aleksandra pisze...

Trzymam kciuki za wspólne kolejne tygodnie :-) Wiem ile trosk niesie nawet idealna ciąża, bo niby wszystko dobrze, ale... U Ciebie tych emocji jest dużo, dużo więcej i jest to normalne. Życzę Wam więc dużo zdrowia i emocji, ale tych pozytywnych.

Ps. I z zakupami uważaj, bo to straszliwy nałóg :-), a dzieci szybko rosną i czasami nie zdążą nawet ciuszka przymierzyć... ;-)

decomarta pisze...

Najważniejsze, że wszystko toczy się ku szczęśliwemu końcowi. A że po malutku? To nic, prawda? Wystarczy uzbroić się w cierpliwość.
Zdjęcie przecudowne, a nasze maleństwo też machało do nas rączką na usg. Mamy to pięknie utrwalone :)
Ciekawam Kamilko kiedy przyjdzie na nas rozwiązanie. Wszak między naszymi terminami zaledwie dwa tygodnie różnicy, może "pękniemy" w tym samym czasie? ;)
Duuuuuuuużo zdrówka i spokoju ducha.

monique pisze...

jak zwykle płaczę ogromnymi łzami .. tak rzadko trafiam na zrozumienie ..a tu jak na dłoni Twoje słowa a jakbym moje wydobyła z ust .. w brzuszku dziewczynka - 15 tydzień, a w sercu modlitwa o kolejny dzień ...

N.Vardamir pisze...

Trzymam kciuki i wierze ze bedzie wszystko ok.

Bajkowa dłubaninka pisze...

trzymam kciuki, życzę powodzenia, przesylam jak najlepsze fluidy...Już jesteś wspaniałą mamą dla swojego synka.

Anonimowy pisze...

Witaj,od czasu poczytuje twojego bloga i bardzo podziwiam twoja wiare.Pomodl sie za mnie i meza abysmy wkrotce zostali rodzicami.Bede sie modlic rowniez za ciebie i twego synka.Pan Bog zawsze wysluchuje proszacych.

Kamila pisze...

Dzięki:)
Kogo jak kogo ale Jego jestem pewna absolutnie, Jego słowa. Jeśli mówi "proście a otrzymacie" to naprawdę otrzymacie prosząc... rzecz jasna w odpowiednim czasie.Najlepszym- jak ja to widzę teraz...

Katasiaczkowe pasje pisze...

Trzymam kciuki baaaaaardzo mocno. Leżenie to PAN PIKUŚ, wobec cudu narodzin Maleństwa

mon pisze...

Przepiękny post, a raczej przepiękna refleksyjna opowieść o wnętrzu... :-) Dziękuję ci za nią. Trzymam mocno kciuki, choć wierzę głęboko, że są zupełnie niepotrzebne. Bo rośnie cudowny synek dla pięknej mamy.
Cieszcie się sobą już teraz.
Pozdrawiam bardzo bardzo gorąco

ta Magda pisze...

ależ Ty pięknie i szczerze piszesz, chłonęłam każde jedno Twoje napisane słowo, jak pyszną mleczną czekoladę.

steruj ładnie okrętem, a dzielnie dopłyniecie do redy :) pomyślnych wiatrów

Karola pisze...

Kochana, nie mogę powiedzieć, ze rozumiem Cie doskonale, bo moja pierwsza ciąża donoszona prawie bez problemów minęła w miarę spokojnie i chyba tak jak Ty byś chciała, ale wiesz przygoda tak naprawdę zacznie się dopiero w lutym:)i wierzę, ze zacznie się ona dla Ciebie szczęśliwie i będziesz mogła cieszyć się już dzeciątkiem na całego! odpychaj złe myśli jak tylko można najdalej, jak potrafisz i zobaczysz jak niespodziewane szybko minie ten ostatni okres ciąży a luty już tak niedaleko...
bardzo lubie Cie podczytywać,kiedys Twoje dziecię bedzie mogło samo zobaczyć jak było wyczekane:)
trzymam za Was kciuki i pozdrawiam cieplutko