wtorek, 8 grudnia 2009

W takiego Mikołaja to i ja wierzę




Noszę w pamięci pewne błogie sercu wspomnienie Mikołajek spędzanych kilkukrotnie u dziadków gdy miałam może z 4, 5 lat. Moi dziadkowie, nie przerastali nigdy formą ponad treść ale ta treść najgłębsza, najserdeczniejsza, którą mi przekazali wystarczyła bym tęskniła za tym tak mocno w takie dni jak te dni dorosłe gdy dostaje się od Mikołaja prezenty już nawet przelewem bankowym:)
Dla dziecka magią może stać się sam rytuał przygotowań i nastrój tworzony wokół nawet drobiazgu darowanego tego grudniowego dnia.
Tradycją było u moich dziadków, że wieczorem dnia poprzedniego mój kochany dziadziuś zasiadał na białym obskrobanym taboreciku brał wonną pastę do butów, do dziś tylko z tego powodu lubię ten aromat, brał kilka rodzajów szczotek, szmatkę i zabierał się w mojej asyście- miałam podawać mu buty, szczotki, za czyszczenie butów swoich, babcinych i moich jak to mówił na glanc na rychłe- okołoporanne przybycie Mikołaja z niespodziankami.
Mikołaj bowiem zostawiał drobne upominki znaki swojej bytności i pamięci właśnie w butach ustawionych tuż pod kominem kuchennym. Szłam spać z wypiekami na policzkach marząc by noc była krótka. Na drugi dzień rano gnałam co sił do swoich bucików i znajdowałam w nich drobne łakocie.
I to było wszystko- kilka cukierków, bywało, że i czekoladka i to wystarczyło bym uwierzyła na lata, że Mikołaj jest, że odwiedza nas skrycie darując podarki pamięci .... i właśnie takie wspomnienia nie zaś bogate w prezenty- mogą latami karmić duszę i ją nasycać.

5 komentarzy:

elisaday79 pisze...

Piszesz tak pięknie, że autentycznie się wzruszyłam...Abstrahując od tego, że masz niesamowitą smykałkę dopisania i super styl to opisałaś piękne wspomnienie z dzieciństwa...Każdy z nas chyba przechowuje w pamięci takie magiczne chwile. Warto zatrzymać i ocalić w sobie ten kawałek dziecka w nas. Buziaki:-)

monika pisze...

Kamilo, no wreszcie ktoś komu Mikołaj też przynosił niespodzianki do butów :))) Wszyscy mówią o poduszkach,skarpetach, a u nas było (i nadal jest ;) ) właśnie tak - do buta (obowiązkowo wypastowanego na glanc :D) .
Pozdrawiam serdecznie i zdrówka dla Was wszystkich życzę :)))

Anonimowy pisze...

a w jakich rejonach tak pięknie jak u moich dziadków Mikołaj w buty wkładał? moi dziadkowie z Nowego Miasta Lubawskiegowoj warmińsko mazurskie.kamila z zakamarka

Marchewka Dracoolina pisze...

U nas w domu też prezenciki znajdowaliśmy w butach - ja do dziś myślałam, że tak wszędzie?... I to w butach wypastowanych, błyszczących jak małe lusterka i ustawionych obowiązkowo na parapecie (żeby Mikołaj miał łatwy dostęp). Kiedy byłam mała, buty pastował tata, również na taborecie. Z taką precyzją je pastował, jak gdyby to było nie wiadomo co, a nie buciki znoszone do granic, całe pofałdowane.
A w środku znajdowaliśmy cukierki, po batoniku czy dwóch, kilka mandarynek, a do tego balsam do ust (tradycyjnie, co roku, ja) i samochodzik z kiosku RUCHu (brat). Mój brat jest o 11 lat młodszy, więc były lata, kiedy zamienialiśmy się butami, bo on bardzo wierzył w Mikołaja i chciał mieć przewagę powierzchniową na te mandarynki i cukierki :)
Dziś z mężem, choć daleko od mojego rodzinnego parapetu, wieczorem 5. grudnia buty na nocne przyjście Mikołaja przygotowujemy tak samo.
Pozdrowienia! M.

ALEXA pisze...

Piękny post.
Wzruszająco piękny, bo dotyka tego co najpiękniejsze - naszych dziecięcych wspomnień, w których na pierwszym planie widnieje dobra, ciepła dłoń kochanych dziadków.
Też mam takie wspomnienia...
Moc pozdrowień :)