
Taka okazja, okazja spontaniczna, nagła żeby móc zabrać się z mężem do Warszawy podczas gdy on jedzie ważne firmowe sprawy ustalać nie zdarza się często. Tym bardziej, że przez ten ruch i korki, które i u nas są zmorą choć nie takie aż jak w stolicy, on Warszawy nie lubi i omija ją szerokim łukiem więc mogę prosić i błagać "do Warszawy, do Warszawy chcę"-na próżno. Tego dnia i ja nie miałam dyżuru w pracy więc co trzyma w domu?
Pokochałam Warszawę już minionej zimy wtedy zwiedziłam co się dało ale utkwiłam na dobre w dwóch miejscach Powązki i zaraz obok cmentarz żydowski oraz Łazienki.
Łazienki za nie w szczególności kocham Warszawę, za wszystko co się zoologicznego po tych zielonych płucach stolicy tak historycznie/architektonicznie pięknych, rusza: bajeczne pawie, kaczki, gołębie,wróble ale nade wszystko za wiewiórki. Wiewiórki absolutnie!!!

Pokochałam Warszawę już minionej zimy wtedy zwiedziłam co się dało ale utkwiłam na dobre w dwóch miejscach Powązki i zaraz obok cmentarz żydowski oraz Łazienki.
Łazienki za nie w szczególności kocham Warszawę, za wszystko co się zoologicznego po tych zielonych płucach stolicy tak historycznie/architektonicznie pięknych, rusza: bajeczne pawie, kaczki, gołębie,wróble ale nade wszystko za wiewiórki. Wiewiórki absolutnie!!!


Tym razem spędziłam tam bite 4 godziny i chociaż bez mojego fotografa radziłam sobie jakoś sama a potem tylko w samochód i dom. To oprócz satysfakcji spędzenia dnia bliżej z mężem był jedyny powód wciśnięcia się przed świtem w samochodową puszkę i odbycia trasy ponad 700km w te i z powrotem.
Wróciliśmy wieczorem, padliśmy jak odstrzelone kawki ale szczęśliwa byłam niezmiernie.
Trzeba by chyba jakąś pracę doktorską napisać o studium wiewiórki łazienkowskiej do granic możliwości spoufalonej a czasem wręcz rozpuszczonej do cna. Takiej bliskiej zażyłości z wiewiórkami jak tu nie osiąga się chyba nigdzie indziej, tym razem niewiele brakowało by całkiem już weszły mi na głowę.
Trzeba by chyba jakąś pracę doktorską napisać o studium wiewiórki łazienkowskiej do granic możliwości spoufalonej a czasem wręcz rozpuszczonej do cna. Takiej bliskiej zażyłości z wiewiórkami jak tu nie osiąga się chyba nigdzie indziej, tym razem niewiele brakowało by całkiem już weszły mi na głowę.







aułła!!! ;)



*
mam co prawda podejście do zwierząt ośmielające ale nie byłam jakimś szczególnym wyjątkiem potraktowanym aż tak poufale
ta oto pani to się dopiero z wiewiórkami miała


teraz część kolejna karmienie wiewiórek w wykonaniu tej przemiłej pani, z którą sobie zresztą pogadałam o wiewiórkach i ptaszkach łazienkowskich i ich obyczajach


Kurs wyjmowania smakołyka z siatki dla początkujących
podejście pierwsze wiewiórki - nieco onieśmielonej





Mam!!!!!!!!
Kurs dla zaawansowanych
podejście drugie tej samej wiewiórki już na pewniaka



całkiem babciowe zwyczaje ale ja sobie poradzę

Rzecz jasna, że już mam
mmmmm Pychota!

22 komentarze:
rewelacyjna fotorelacja!!!
alez sie usmialam :) to musialy byc wyjotkowo fajne chwile. zadroszcze. pozytywnie rzecz jasna.
pozdrawiam :))))
Super wiewiórcza fotorelacja:)
A Warszawę to ja bardzo lubię no i miło mi słyszeć Kamo, że Ty też dostrzegasz ciekawe miejsca w stolicy.
Bo ja jestem rodowitą Warszawianką... niestety opuściłam stolicę na zawsze:( Od 6 lat mieszkam w Poznaniu, ale już się zaklimatyzowałam na dobre, choć początki nie były łatwe:)
Pozdrawiam
Kamuś, uratowałaś mnie ;)
Mam od rana jakiegos dola, słońce uciekło, wczorajsza sprzeczka z małżem też mi leży na duszy, no po prostu jest (a raczej było) źle...
Wystarczyły mi Twoje ekstrasuperdoskonałe fotki i wrócilo wszystko do pionu i normy :))
Dzieki stokrotne!
PS. Zawsze byłam ciekawa jak odbierana jest Warszawa. Pewnie juz nie zauważam tego, co zachwyca inne osoby. Lazienki - nie bylam tam od miesięcy, może czas się wybrać. Poczekam na kasztany :))
:)))))))))))))))))))))))))))))))))
strasznie się cieszę:)tak jak się dłużej miezka w swoim grajdołku to ciężko dostrzec coś zachwycającego. Jednak Warszawa zachwyca, są miejsca magnetyczne, absolutnie.
dodam- mam nadzieję że dołki i kłopoty całkiem miną a ten blog te foty to wszystko to i moja codzienna walka z różnymi dołkami.Pomaga. Zdradzę Ci na przyszłość gdzie wiewióry grasują stadami i nie mają nic respektu do człowieka bo zauważyłam że w różnych częściach parku jest różnie, ale w tej części ścieżką dalej kierunek w prawo koło tego wc na zdjęciu to strefa wiewiórczego bezczelniactwa, wiewióry są tu bezczelne po prostu cudownie bezczelne.
Mieszkałam przez jakiś czas w pobliżu Parku Oliwskiego w Gdańsku - tam też jest masa wiewór, ale zdecydowanie nie są takie hmm.. bezpośrednie :D
no właśnie, dlatego choć do parku oliwskiego nie tak daleko to wiem, że tam takiej satysfakcji z kontaktu nie osiągnę.
rewelka!!!Dzielna wiewióreczka, chociaż patrząc jak się wspina po nodze, to już sama nie wiem kto bardziej dzielny wiewiórka czy właścicielka nogi ?? :-)
wiewiorka zdecydowanie jest tą odważniejszą.Ja nie miałam obaw. One są takie łagodne,przyjazne dla człowieka chwytają orzeszka bardzo delikatnie no chyba, że ja uparcie trzymam chcąc cyknąć spokojne nieporuszone zdjęcie, wtedy wyciągają mocniej. Poza tym jak mają zamiar się wdrapać na człowieka to robią to często już z metra radosnym skokiem na nogę i wbiegają wyżej aż na wysokość piersi co niektóre i nawet po pyszczku niekiedy dały się miziać choć króciutko, one niemal nic nie ważą, czuje się. I czasem dopiero jak się popatrzy po sobie to się czuje że ma się na sobie aż dwie. Tak naprawdę to się czuje tylko odrobinę wpinające się w materiał pazurki, przemieszczające się szybko. Same przyjemne doznania zapewniam.
r e w e l a c y j n y fotokurs :)) naprawdę na poprawę humoru idealny, bo ja już sama nie wiem, czy mam dziś dobry, czy zły dzień...
mieszkam obecnie "tylko" 24 km od Wawy, do tej pory tam pracowałam, więc bywałam codziennie, ale wstyd się przyznać w Łazienkach byłam tylko raz (przy okazji jakiegoś święta więc ludzi co niemiara, więc nie zrobiły na mnie wrażenia, ale muszę to nadrobić :)) )
Mam rodzinę w Warszawie, kidyśco pół roku jeżdziłam do nich w odwiedziny i poznawałam miasto . Uwielbiam się szlajać po miastach. Niestety Warszawy nie znoszę. Moim zdnaiem to inny świat, zupełnie inny niż "na prowincji", czyli w Poznaniu na przykład... Inne tempo, inne ceny przede wszystkim. Warszawa jest mnie po prostu najzwyczajniej w świecie brzydka... Ale wiewiórki, to mają rpzednie ;)
No ja super widzę te różnice jeśli chodzi o Poznań i Warszawę:)
Królewno każdemu podoba się co innego i każdy ma swoje zdanie, mi akurat Warszawa się podoba i nie piszę tego ze względu na to że mam z tym miastem dużo wspólnego:)Jakoś tak jest, że Poznaniacy Warszawiaków nie lubią niestety.
A tempo życia w Poznaniu jest inne to fakt,ale jak dla mnie za wolne:)
Nie powiedziałam, ze Warszawiaków nie lubię, nie lubię Warszawy i jej nowobogactwa, a kiedyś za nią szalałam. Kiedy szłam na przykłąd Nowym Światem, obserwowałam dziewczynki w różnym wieku patrzące na siebie nawzajem wzrokiem "Gdzie ona to kupiła?"... Nie lubię uogólnień. Tam się wszyscy spieszą, kiedyś stałam w korku o godzinie 21 w sierpiu! Poza tym tak naprawdę prawdziwi Warszawiacy to tylko ok.30% mieszkańcówm tego miasta, reszta to napływowi. I nie bronię nikomu lubić jej... :)
:)))W sumie w tym wątku nie chodziło o miłość do Warszawy:)
Tak ludzie tam "napłynęli" ze względów zatrudnienia. Choć ja rodowita jestem i w Poznaniu też się śpieszę i lubię mieć wszystko wcześniej zrobione, a tutaj zauważam, że jakoś tak na ostatnią chwilę wszystko ludzie robią:)
Tzn. nie neguję tego...ale ja osobiście w Poznaniu w większości żyję "stylem" Warszawskim:)))
Ale ta wiewióra czadowa! Właśnie się z męzem śmialiśmy, jaka wszędobylska spryciulka!
A ja nigdy w Warszawie nie byłam i żałuję, może kiedyś...
Na szczęście dołki mijają i są potem miłe chwile :)
Kamuś, jeśli nie chcesz zdradzić na blogu tego swojego wiewiórkowego miejsca napisz proszę
joanna1010@onet.eu
Jeszcze raz obejrzałam sobie foteczki :))
Joanna.ka :) napisałam w którymś z początkowych komentarzy, które to miejsce jest takie podatne na bezczelniactwo wiewiórek. Koło WC to koło dobrze określam starek Pomarańczarni ponieważ tam pan sprzedaje orzeszki i turyści a zwłaszcaa kompletnie oszołomieni podobno zagraniczni turyści w tej okolicy tuziny, dziesiątki tuzinów tych orzeszków rozdają wiewiórkom. Tak pan mnie wtajemniczył.
To miło z jego strony,a najważniejsze że ma orzeszki :))
Dzięki za powtórzenie informacji...
Swietna wiewiorcza sesja!W warszawie nigdy nie bylam,ale twoje zdiecia zachecaja mnie do odwiedzin.Jak tylko bede w Polsce postaramsie odwiedzic sfotografowane przez ciebie zakatki. Rewelacyjny blog,bede zagladac. Pozdrawiam.
Kamo ,
wspaniała opowieść i zdjęcia, jak zwykle w Twoim uroczym wydaniu..
Obiecuję poprawię się i na drugi raz jak będę w Warszawie to odwiedzę tez Łazienki:)
Coś w tym jest na rzeczy ,ze jak się mieszka w danym mieście pewnych rzeczy nie dostrzegamy?
Niestety z przyczyn technicznych [ zwiedzanie Warszawy z pożyczonym wózkiem typu: spacerówka niby sprawnym..przestrzegam! jednak lepiej było swój brać do pociągu - można przewieźć bez trudu - nawet konduktor udostępnił przedział jednej pani ..] byłam tylko w centrum , na starówce, na Mariensztacie i na Powązkach oczywiście...
To niesamowite w tym wszystkim, ze miałam podobne zdarzenie dot. wiewiórki!
W naszym wcześniej wspomnianym Parku Oliwskim tez ... udało mi się w ostatni wtorek obłaskawić wiewiórę:-)
Mój 5 letni syn zrobił to jako naturszczyk , a po mistrzowsku?!
Zaczął wołać do wiewióry:
- przyjdź tu do mnie wiewiórko , mam dla Ciebie orzeszki!
Przy czym blefował, bo nie mieliśmy ani jednego..
A ona niczym stara jego znajoma podeszła do Niego i czekała na małe co nieco..
Jakież było jej rozczarowanie, gdy musiała obejść się z niczym...
Obiecałam jej,ze na drugi raz się poprawimy i nie przyjdziemy z pustą ręką..
Pozdrawiam i życzę rychłego powrotu do zdrowia:)
Świetny reportaż, podziwiam umiejętność fotografowania tych słodkich rudzielców w ruchu :) Pewnie się nieźle nagimnastykowałaś :)
No bombowa relacja !!!
Prześlij komentarz