poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Moje figury

Długie poszukiwania figur maryjnych- jakiś czas temu zaowocowały w końcu odnalezieniem aż dwóch, przy których serce zabiło mi mocniej. Przy tej drugiej musiałam mężowi złożyć najsolenniejszą obietnicę, że to ostatni tego rodzaju zakup.Zgadzam się z nim, wiele nie ma już przestrzeni na moje wariactwa ale dla Niej malutkie miejsce znaleźć się musiało.Oj mam ja od zawsze a teraz tym bardziej za co dziękować.


Pierwsza, wiekowa figura przynajmniej ponad 100 letnia, dodatkowo sporych rozmiarów 73 cm wzrostu, że tak powiem, oraz wagi niemałej bo 10 kg szczególnie do mnie przemówiła bo motyw mi świetnie znany i wpisany bardzo mocno w serce. Maryja z Lourdes.


Historia objawień lourdzkich Maryi w niszy skalnej, młodej i ubogiej Bernadetcie Souboirous była mi często opowiadana przez św. pamięci babcię, która roztoczyła przede mną całą aurę tych wydarzeń, tak że już na zawsze Lourdes będzie miejscem, które bardzo chciałabym odwiedzić i zobaczyć osobiście, dotknąć i poczuć atmosferę tego miejsca. Pamiętam jak babcia zawsze trzymała w pogotowiu, w specjalnej buteleczce w kredensie wodę z tej groty. Opowiadała mi po wielekroć historię cudu jej najbliższą związaną z Matką Bożą lourdzką, jak to sąsiad w ich wsi, który miał okrutne serce i nie wiedzieć czemu bez litości, znęcał się nad kotami wyłupiając im oczy; miał wiele takich kocich nieszczęść na sumieniu, cóż za człowiek....., został w końcu najkonkretniej mówiąc ukarany- nagle stracił kompletnie wzrok i męczył się tak długo, długo i chyba miał czas pojąć jak krzywdził zwierzęta, jakich podłości się dopuszczał. Ktoś wracając z pielgrzymki z Lourdes przywożąc tę wodę polecił mu nią obmyć oczy. Człowiek ten odzyskał wzrok, tu nie pamiętam już dokładnie czy po jednym czy po kilku obmyciach, ale przede wszystkim to wydarzenie całkowicie przemieniło jego życie duchowe.

Zaś gdy chodzi o moją figurę, była ona własnością domu pewnej śląskiej rodziny, mimo drobnego uszczerbku ukruszenia częsci dłoni(poradzę sobie z tym raczej bez problemu) nie wiadomo czy od przetrzymywania w ostatnim czasie warunkach strychowych czy na skutek wojennych przejść co już dobrze świadczy o jej bogatej i burzliwej historii i o tym, że ostatecznie złe jej nie ruszy,




od razu w swych śmiałych wizjach zobaczyłam ją u siebie w ogrodzie w takiej niewielkiej grocie z kamieni napodobienstwo tej lourdzkiej, którą chcemy zbudować jako miejsce zadumy i modlitwy oraz znak naszej wdzięczności za dziecko, okalając grotę albo winoroślami albo bzami co od razu uczyni to miejsce urokliwym do przesiadywania na ławeczce jej w cieniu. Nasze miejsce ogrodowe już jest zaklepane,przepiękne ale ogrodu w najbliższym roku, dwóch przypominać no niestety nie będzie. Planuję jednak by wyglądało to kiedyś mniej więcej tak:


Drugą raczej niewielką 43 cm figurę uznałam za wyjątkowo oryginalną i urodziwą, szczególnie jak na figurki tej wielkości przeznaczenia domowego, dostępne na allegro.



Stoi sobie u nas zaraz nad moją głową gdy śpię, do zdjęcia postawiłam ją w bardziej widocznym miejscu, za kilka lat planuję przeznaczyć jej albo specjalną niszę w ścianie w centralnym miejscu docelowego już domu, albo jakiś inny szczególnie dostojny kątek .


4 komentarze:

elisaday79 pisze...

Piękne, zachwycające...nie trzeba na to słów...

Elle pisze...

Piękne!

Nettika pisze...

piękne i nic więcej dodać ...

Anna pisze...

Emanująca MILOSCIA MATKA gościem na zawsze w Twym Domu ....Czy to nie jest piękne uczucie ze gdy się na Madonnę spojrzysz ogarnia Cie niesamowita blogosc.....U mnie tak jest z JESUSEM ,który mnie znalazł.Zycze pięknego godnego życia wspólnie....
Pozdrawiam Anna