
DIY Aged Terracotta Pots (French Printable!)
15 godzin temu
Mój Zakamarek - to moje zaciszne miejsce, w którym czuję się bezpiecznie, mój dom z tym wszystkim co tworzy jego klimat, moi bliscy, moje psy, moje urokliwe miejsca, moje pasje, mój wewnętrzny świat, w którym dzieje się tyle.
W tym cichym zakątku, wśród codzienności dokonują się właśnie niepozorne cuda - każdego dnia. Każdego dnia coś się wydarza, nawet gdy jest to tylko drobnostka - coś każe przystanąć, pomyśleć, coś zachwyca, coś wzrusza, dotyka serca w przeróżny sposób, czasem tylko muśnie subtelnie niczym skrzydłem motyla... I to są właśnie te różności, które chcę tu zatrzymać- by nie straciły swej mocy, by nie zblakły - utracone w czasie.
7 komentarzy:
jakie to życie dziwne.. ja zazdroszczę Ci tych kwiatów .. że ktoś o Tobie w taki dzień lub w przeddzień pamięta..że masz kogoś takiego..choć ja mam to czego Tobie brak..(a życzę Ci z całego serca, wiesz o tym) ach.. niesprawiedliwośc życia.. to dla mnie smutny i ciężki dzień.
Jesteś cudowna.. i dzięki Frankowi mogłam poznać Ciebie..Wszystkiego dobrego Kasiu dla Was... całuje Kasia z Łodzi
Kamo, wysłałam Ci maila :)))
Kasiu widzę po swoim przykładzie, że w życiu tutaj nigdy nie będzie tak, że we wszystkim doznamy spełnienia w jednym przez nas wybranym zaplanowanym czasie. Tak to jakoś jest. Ten dzień był smutny i ciężki dla Ciebie- oj myślałam o Tobie w tym dniu miałam nawet opory by wstawiać tu ten bukiet bo znam kilka osób mi bliskich, które w tym dniu co roku cierpią ale kolejny rok, i ten sam dzień może przynieść zmianę, zmiany na tysiąc sposobów tak jak i mi. Dwa lata temu tuż, tuż po walentynkach dowiedziałam się o tym, że moje dziecko nie żyje i żadne kwiaty w tamtym momencie nie były mi w stanie tego wynagrodzić.W tym roku zaś oj jak ucieszyły.
Piękna tradycja :) Mój mąż uznaje walentynki za komercyjne święto i garnie się do celebrowania, ale zawsze ma dla mnie jakąś niespodziankę i spędzamy wieczór we dwoje, zawsze w domu. Nie cierpię wychodzić w walentynki. Brrr...
A kwiatki cudowne! Boże! Jak ja kocham tulipany! I chcę już wiosnę!
U Ciebie jak zawsze nastorojowo...refleksyjnie...dziękuję...
Pierwsze Walentynki, jeszcze szkola podstawowa, "listonosz milosci" roznosil lisciki po klasach. Upokarzajace, niesprawiedliwe, klasowa pieknosc -dwanascie karteczek, cala reszta czasami jedna, czesciej zero. Juz wtedy pojawilo sie we mnie podejrzenie, ze milosc spelniona nie jest prawem, jest jednym z najszczesliwszych zrzadzen, nie jest norma, jest jej odstepstwem. Balam sie, ze milosc mnie ominie, ale pojawila sie, nagle, zaskoczyla, zwalila z nog. Swietuje, kiedy tylko moge. Mysle, Kamilko, ze podobnie ma twoj maz:)
Dla mnie ten dzień nie jest smutny, bo drugiej połowy brak mi każdego dnia. Oswoiłam jednak trochę brak i "jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma". Biorę z życia to, co mi oferuje, korzystam z tych możliwości, które mam. Na wszystko przyjdzie czas. I mimo że czasem płaczę to i tak wiem, że jest Ktoś, Kto wie lepiej. I jestem szczęśliwa... Ktoś mi keidyś pwoeidział, że często jest tak, że jak nam sie wydaje, że nam czegoś do szczęścia brak i potem to dostajemy, to się okazuje, że to jednak nie było to... Dlatego postawnowiłam być szczęśliwa z tym, co mam i dizękować każdego dnia za to, co dostaje, a nie płakać, bo czegoś nie dostaję... :*
Prześlij komentarz