sobota, 14 lutego 2009

Powiedzmy sobie...bez okazji:)

Każdy powód by pojawiły się tu na blogu tak wytęsknione wiosenne kwiaty jak te co prawda znowu tulipany lecz inne niż poprzednie jest dobry. Walentynki również choć mój mężczyzna stara się nie wywoływać we mnie niedorzecznych skojarzeń, że to dlatego je otrzymuję, że mamy 14 lutego. Wręcza mi je więc zazwyczaj dzień przed lub dzień po. Tak dla zasady, żeby mnie upewnić i siebie przede wszystkim, że nie ulega żadnym naciskom zewnętrznym ani modom i że jest to po prostu najzwyczajniej jego spontaniczny gest.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

jakie to życie dziwne.. ja zazdroszczę Ci tych kwiatów .. że ktoś o Tobie w taki dzień lub w przeddzień pamięta..że masz kogoś takiego..choć ja mam to czego Tobie brak..(a życzę Ci z całego serca, wiesz o tym) ach.. niesprawiedliwośc życia.. to dla mnie smutny i ciężki dzień.
Jesteś cudowna.. i dzięki Frankowi mogłam poznać Ciebie..Wszystkiego dobrego Kasiu dla Was... całuje Kasia z Łodzi

kopciuszek pisze...

Kamo, wysłałam Ci maila :)))

Kamila pisze...

Kasiu widzę po swoim przykładzie, że w życiu tutaj nigdy nie będzie tak, że we wszystkim doznamy spełnienia w jednym przez nas wybranym zaplanowanym czasie. Tak to jakoś jest. Ten dzień był smutny i ciężki dla Ciebie- oj myślałam o Tobie w tym dniu miałam nawet opory by wstawiać tu ten bukiet bo znam kilka osób mi bliskich, które w tym dniu co roku cierpią ale kolejny rok, i ten sam dzień może przynieść zmianę, zmiany na tysiąc sposobów tak jak i mi. Dwa lata temu tuż, tuż po walentynkach dowiedziałam się o tym, że moje dziecko nie żyje i żadne kwiaty w tamtym momencie nie były mi w stanie tego wynagrodzić.W tym roku zaś oj jak ucieszyły.

decomarta pisze...

Piękna tradycja :) Mój mąż uznaje walentynki za komercyjne święto i garnie się do celebrowania, ale zawsze ma dla mnie jakąś niespodziankę i spędzamy wieczór we dwoje, zawsze w domu. Nie cierpię wychodzić w walentynki. Brrr...
A kwiatki cudowne! Boże! Jak ja kocham tulipany! I chcę już wiosnę!

ewa pisze...

U Ciebie jak zawsze nastorojowo...refleksyjnie...dziękuję...

Iwona pisze...

Pierwsze Walentynki, jeszcze szkola podstawowa, "listonosz milosci" roznosil lisciki po klasach. Upokarzajace, niesprawiedliwe, klasowa pieknosc -dwanascie karteczek, cala reszta czasami jedna, czesciej zero. Juz wtedy pojawilo sie we mnie podejrzenie, ze milosc spelniona nie jest prawem, jest jednym z najszczesliwszych zrzadzen, nie jest norma, jest jej odstepstwem. Balam sie, ze milosc mnie ominie, ale pojawila sie, nagle, zaskoczyla, zwalila z nog. Swietuje, kiedy tylko moge. Mysle, Kamilko, ze podobnie ma twoj maz:)

Królewna pisze...

Dla mnie ten dzień nie jest smutny, bo drugiej połowy brak mi każdego dnia. Oswoiłam jednak trochę brak i "jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma". Biorę z życia to, co mi oferuje, korzystam z tych możliwości, które mam. Na wszystko przyjdzie czas. I mimo że czasem płaczę to i tak wiem, że jest Ktoś, Kto wie lepiej. I jestem szczęśliwa... Ktoś mi keidyś pwoeidział, że często jest tak, że jak nam sie wydaje, że nam czegoś do szczęścia brak i potem to dostajemy, to się okazuje, że to jednak nie było to... Dlatego postawnowiłam być szczęśliwa z tym, co mam i dizękować każdego dnia za to, co dostaje, a nie płakać, bo czegoś nie dostaję... :*