piątek, 15 maja 2009

Nocna przygoda

Mężula wszedł w dom z okołopółnocnego spaceru przymusowego, psy podekscytowane jakoś mocniej niż zwykle, on zaś bardziej od nich. Opowiada mi w emocjach o jakichś nocnych przygodach.
Myślę sobie co też się stało na naszym spokojnym osiedlu. I słyszę od niego taką oto opowieść.

Idziemy sobie z Tafikiem i Frankiem, wiadomo Taffi jak to on nie wie czy mu się chce i się zastanawia, Franek wie jak najbardziej i jest zajęty sikaniem,wąchaniem, Pusto, żywego ducha, całe osiedle śpi nikogo i nagle słyszę za sobą hałas nerwowy szelest, dziwny ten dzwięk nie ustaje a wręcz nasila się. Odwracam się, patrząc tuż za siebie na naszą wiatę śmietnikową, myślę to chyba nie człowiek tam w środku, ci panowie to raczej bladym świtem, pewnie buszuje tam w poszukiwaniu jedzenia jakiś wygłodniały kot lub pies.
Po zaskakujących dźwiękach sądząc biega to coś energicznie tam w środku, w sumie aż strach sprawdzić co.
Ale ciekawość zwycięża, co to może być myślę sobie, psy są zaintrygowane i niepewne co też ich tam zastanie, ja też.
Wchodzę, rozglądam się usilnie w tym półmroku, najpierw na poziomie kontenerów bo psy i koty lubią tam wskakiwać, szybko się spostrzegam jednak, że nie ma tam żadnego kota ani psa.
Wgapiam się w wybetonowaną ziemię i widzę, że to coś co czyni takie ogólne zamieszanie w śmietniku jest jeżem...jeżem bez głowy!!!

To coś jest igliwiem biegającym w dzikiej panice w kółko , z nabitym na łeb ciasno pojemnikiem po jogurcie, z którego jak się domyśliłem , chyba od dłuższego czasu nie może się ku swemu utrapieniu wydostać. Biedne to stworzenie ugrzęzło w smacznym pojemniku po głowę.

No więc cóż, podszedłem, patrzę na tego jeża chyba nieświadomego obecności trzech osłupiałych świadków, który nas co najwyżej ledwo co czuje gdyż jego najczulsze zmysły uwięzione w ciasnej rurze z denkiem, stanąłem tak, że go rozbieganego zablokowałem wreszcie pomiędzy butami .
Oglądam go sobie ciekawy, w końcu nigdy takiego jeszcze bliskiego kontaktu z jeżem nie miałem.

Ładny był taki młody ze wszystkimi igiełkami jeszcze, taki co to widać, że dotąd nic większego nie przeżył i to właśnie chyba jest jego pierwsza traumatyczna przygoda.

Psy, które nie wiedziały z czym mają do czynienia, aż się do stwora rwały, no a ja po prostu schyliłem się i zdjąłem mu ten pojemnik po jogurcie ze łba.
Przesunąłem się zdziwiony na widok, który mnie zaskoczył bo... on musiał tak chyba długo, długo wcześniej wojować a ponadto mocno się nie dotlenić bo biegał w kółko nadal , jakby całkiem nie mając świadomości swojego uwolnienia.

Myślałem już i tak kompletnie rozbawiony całym zajściem z jeżem, że nie opanuję śmiechu...aż w końcu nareszcie gdzieś za chwilę dotarło do malucha, że doznał wybawienia, że już widzi świat i o zgrozo.... jakiegoś monstera z dwoma dziwadłami czarnej maści stojących nad nim i wgapiającymi weń roziskrzone ślepia.
Wtedy to spoglądając nareszcie na mnie i na nasze psy uważnie, spanikowany jeżyk zwiał...

zdjęcie wykonane przez Sharpshooter

8 komentarzy:

Jo-hanah z Wrzosowej Polany pisze...

A to dopiero! Dzięki dla Twojego męża za uwolnienie biednego jeżyka.
Pozdrawiam

Magoda pisze...

Nie każdemu jogurt wychodzi na zdrowie!
Pozdrawiam serdecznie!

Nettika pisze...

Jak dobrze , że trafił na Twojego męża :) Pozdrawiam cieplutko

AgaB pisze...

aż chciało by się za Nianią Ogh piosenkę o Jeżu zaśpiewać...ten jednak dał się przelecieć;)

ps. Pisałam do Ciebie na GG:( ale chyba nie dostałaś:(

Ori pisze...

Ucałuj męża od całego Domu Tymianka! No cóz, wspaniałe kobiety mają wspaniałych mężów!

Aga pisze...

Ehehe, dobre, dobre.
Oj przypomniałas mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy to jezy na pęczki przychodziło do naszego kom[postownika w ogródku albo przetuptywało w poprzek drogi

ushii pisze...

całe szczęście, że ten malec trafił akurat na Twojego męża, dużo osób by niestety to olało...
mam wrażenie, że ostatnio w ogóle jest więcej jeżyków bo je w tym roku dość często spotykam...
pozdrawiam
ushii

kopciuszek pisze...

:D