poniedziałek, 11 stycznia 2010

Ciążowa relacja i sesja

Dobrnęłam szczęśliwie w dwupaku do Nowego Roku, jakże to niezwykłe dla mnie samej w obliczu moich dotychczasowych perypetii.

Jednocześnie za 2, 3 tygodnie planowo przypada termin porodu.

Sama nie mogę uwierzyć, że ten okres oczekiwania od 31 maja kiedy to dowiedziałam się o ciąży niebawem dosięgnie pełni, podobnie jak pełni dosięga już mój krągły brzuch.
Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam wiele tygodni temu, po przygodach ze szpitalem, w obliczu zagrożeń przedwczesnym porodem, że byle do 30 tyg, że wtedy szanse na przeżycie malucha są już wielkie. Przeczuwałam już wtedy, po 23 tyg, że ta granica bezpieczeństwa będzie się dla mnie stale przesuwać ilekroć osiągnę minimalistycznie zakładany sobie za każdym razem etap bezpieczeństwa.

I tak jest rzeczywiście. Nawet teraz u początku 36 tygodnia modlę się żeby dać radę jeszcze trochę, że oby do 37, oby do 38 tyg.
Moja mądra duchowo przyjaciółka kobieta, która przekroczyła półwiecze życia przywoływała mnie w ciągu tego czasu wciąż do porządku przypominając to co normalnie wiem w chwilach spokoju egzystencjalnego- „nie ograniczaj tak wszechmocy Boga, nie stawiaj Mu granicy działania bo zrobi tylko tyle w ile uwierzysz, da tyle ile Mu pozwolisz dać. Dał Ci ciążę wbrew nadziei- to cud, dlaczego ograniczasz Go w terminie donoszenia jej tylko do 30 tyg? Ale wtedy to naprawdę był wszelki szczyt moich marzeń i trudno było mi wybiegać dalej. Mój horyzont wzroku sięgał do 30 tyg.nie dalej.
Trudno było mi w to uwierzyć, że uda mi się dłużej być w ciąży szczególnie po diagnozie lekarza było nie było położnika ginekologa-profesora, który właśnie w połowie 29 tygodnia oświadczył mi stroskany po badaniu, że mam być niestety zwarta i gotowa, ze spakowaną torbą pod drzwiami bo jego zdaniem z tego co widać po usg możliwe jest, że mogę urodzić już niebawem.
Mało tu pisałam bo byłam przerażona tą wizją, leżałam niemal całymi dniami zwinięta w kłębek i gdy przychodziły liczne jak codzień bolesne fale skurczów nękające mnie zresztą do dziś zamierałam spodziewając się, że to już długo nie potrwa.

Powtarzałam sobie tylko: Jezu nie, proszę, jeszcze nie...

Dobiło mnie dodatkowo nagłe dramatyczne wydarzenie w najbliższej rodzinie ale jednocześnie pokazało, że nie ma reguł na nic, gdy to żona kuzyna w doskonałej ciążowej formie będąca, na codzień w pełni aktywna, ciesząca się doskonałym samopoczuciem a mająca termin 4 tygodnie po mnie urodziła nagle, zupełnie niespodziewanie po krótkim ćmieniu brzucha w 26 tyg ciąży. Ćmienie, bóle brzucha to u mnie codzienność.... więc oniemiałam.

Jej mała żyje, są wielkie szanse, że nie stracą tego dziecka, mimo, że przeżyli już dwa momenty krytyczne, ale kruszynka będzie jeszcze długo przebywała z dala od rodziców, w dodatku w innym mieście z w inkubatorze pod kabelkami na podtrzymaniu.


Minęło wśród takich wydarzeń- moich kolejnych ciążowych 6 tygodni. Mały osiągnął radosny etap wzrostu i wygina nóżkami mamusi żebra z czego akurat mamusia zadowolona zbytnio nie jest i oddaje kuksańce w nadziei, że przywoła dziecko do porządku.

Dalej nie wiem co się zdarzy bo codziennie czuję się jak w dzień rozwiązania ale powtarzam sobie pamiętasz co mówiła Twoja Ela- nie stawiaj Jemu granic. Twoje dziecko nie będzie wcześniakiem- zaufaj.


Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że przeleżałam najpiękniejsze chwile ciąży i mam tak niewiele pamiątkowych zdjęć z tego okresu spoza łóżka wartych umieszczenia w albumie. Zaledwie kilkanaście zrobionych latem na spacerach wśród lasów i zieloności łąk, do których tak wyrywa mi się wciąż dusza.

Nawet dziś w ten zaśnieżony dzień gdybym tylko mogła fizycznie dać radę poszłabym do lasu na spacer, tak wspaniale sypie, marzy mi się strząsanie śniegu z gałęzi wprost na głowę i brzuszek choć to w tym stanie nierozsądne.

Planując wykonać za czas jakiś właśnie bogaty scrapowy albumik z okresu ciąży uwieczniający najpiękniejsze momenty, po tym jak dodatkowo pooglądałam sobie profesjonalne fotografie ciążowe, zapragnęłam ogromnie móc mieć taką pamiątkę dzięki choćby króciutkiej sesji fotograficznej u nas w domu wykonanej przez tatusia maluszka.

W tym celu prosiłam i molestowałam kilka dni ale chłopina odmawiał w trosce o mnie no bo cóż nie powinnam zbyt długo stać bo mogę urodzić.

Poszliśmy ostatecznie na kompromis, sesja miała być krótka,taka zaledwie na 10 minut a w przerwach między ujęciami miałam siedzieć w wiklinowym fotelu. Radośnie wyskoczyłam z gracją foki z dresów i łóżkowych odziewków, mąż wyprasował mi atłasową sukienkę, którą nabyłam kiedyś w Second- hand-dzie i nie ubrałam dotąd nigdy bo okazało się, że zupełnie na mnie nie leżała, była za duża. Przydała się jednak widać idealnie na ten moment,

Mąż sam nie do końca wiedział o co mi chodzi, więc pozowałam na kompletnego czuja.

- pokażę Wam tu kilka z kilkunastu zdjęć, które wykonał w przeróżnych ujęciach( także takie z nim samym), które po drobnej przeróbce tła w przyszłości mogę chyba śmiało wklejać do albumu, uwieczniające i mi i Potomkowi ten wyjątkowy dla nas czas.


34 tydzień






29tydz


24tydz


18 tydz


16 tydz


14 tydz


13 tydz


1 dzień świadomości, że stałam się mamą



ostatni z ok. 1500 dni wołania o dziecko

23 komentarze:

labarnerie pisze...

Cudne zdjęcia, niepowtarzalne chwile, wierzyłam, że dacie radę, że się uda ... ciesz się i niechaj już nic nie zmąci Twego spokoju :) Z niecierpliwością czekam na tę Twoją najpiękniejszą chwilę w życiu kobiety ... brnij i dobrnij szczęśliwie do rozwiązania ... a dalej będzie tylko cudownie :) Buziaki przesyłam.

Anika pisze...

Piękny brzuszek... Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie!

Duś pisze...

Wierzę że się uda, te ostatnie tygodnie i dopiero wtedy będzie rozwiązanie. Chyba budzisz we mnie instynkt macierzyński, bo zawsze jak czytam Twoje notki to sie wzruszam. Piękne zdjęcia, pięknie Ci z brzuszkiem . Trzymam kciuki i przesyłam buziaki. ;*

paula_71 pisze...

Jak to wspaniale,że już jesteście na finiszu :) Będę trzymać kciuki aby maluszek jeszcze chwilę posiedział w Twoim brzuszku,jednocześnie nie mogę się doczekać kiedy przyjdzie na świat.

Trzymajcie się cieplutko.

kasandra pisze...

Cudna mama i cudne zdjęcia !!!

Mocniutko trzymam kciuki !!!

Pozdrawiam

Katasiaczkowe pasje pisze...

Cudowne zdjęcia. To w fotelu przesliczne.

Zobaczysz dotrwasz. Tak długo wysiedział, wysiedzi jeszcze trochę.

A co do chwilowych ćmień w 26 tyg. to niestety są zdradliwe. W obu ciążach moich dały nieźle popalić :(

Buziaki ogromne

enchocolatte pisze...

Powodzenia!

Kasia pisze...

O raju, to już 36 tydzień??
Aż nie chce mi się wierzyć, jak to szybko zleciało.
Znam ten moment oczekiwania oby do 37 tc i powiem Ci, że jak tylko ten magiczny 37 tc następował, to moje trzy syny nie zamierzały czekać ani tygodnia dłużej i wyskakiwały :)
Życzę wytrwania jak najbliżej do terminu, ale jak urodzisz w 37 to nic strasznego, będziesz miała szybciej Synka przy sobie.
Pozdrawiam serdecznie.
Aaaa i zapomniałabym napisać - prześlicznie wyglądasz, szczególnie zdjęcie w fotelu podoba mi się najbardziej:)

SPARROW pisze...

Cieszę się że to już tak długo ... Trzymam chustowe kciuki.

ALEXA pisze...

Wiedziałam, że dasz radę. Gdzieś to wewnętrznie czułam :)
Nadal trzymam kciuki, do samego końca :)
Uściski :*

Kamilcia pisze...

śliczne zdjęcia !!! trzymam mocno kciuki za jeszcze conajmniej 3 tygodnie :)A może się zdarzyć, ze urodzisz i po terminie ;) wszystkiego dobrego dla Was.

babibu pisze...

doszliście już tak daleko-teraz musi być już tylko dobrze!

vestigia pisze...

bardzo dzielna kobieta z Ciebie, ja bardzo się bałam takiego uwięzienia w łóżku, całą ciążę byłam bardzo aktywna mam wrażenie że to najpiękniejszy okres w moim życiu

Lukrecja pisze...

Podziwiam Twój blog ( przywędrowałam tutaj śladem pneumatofory z Twojego drugiego bloga). Szukam autorki tamtej Ikony. Czy może wiesz kto ją napisał??

Gonia pisze...

Genialny pomysł z tą sesją. Wyglądasz tak kobieco!!! Wszystko będzie dobrze, trzymam kciuki i czekam na wieści z "placu boju" ;-)

Kamila pisze...

Dziękuje Dziewczyny za to, że wierzycie we mnie,że wspieracie Waszą wiarą w to, że dam radę, za to, że nazywacie mnie z wielkim przerostem dzielną, za to, że czytacie. Super w ogóle jesteście:)

Lukrecja ja napisałam tę ikonę:) Mam od kilku lat zastój w malowaniu, pisaniu ikon ale miałam czas wielkiej płodności w ikonopisaniu kiedyś i chcę by powrócił.

Anonimowy pisze...

Droga Kamilo, trzymam za Ciebie kciuki już od dłuższego czasu, od kiedy odkryłam Twój blog. Nie przywołuj złych myśli, tylko te najpiękniejsze i wytrwaj jeszcze odrobinę, a potem to już tylko szczęście /i zmęczenie/. Jesteś cudowną kobietą z pokładami dobroci, dzielną, więc jakże może być inaczej?
Maria Ci to mówi, kobieta półwiekowa

ika pisze...

Ślicznie wyglądasz Kamilko :) Tyle już razem wytrzymaliście to i wytrzymacie tą odrobinkę :)
Ściskam (delikatnie) i wszystkiego dobrego życzę!

mycha pisze...

Sliczne wygladasz,jestem na Twoim blogu po raz pierwszy ale napewno nie ostatni :) bardzo milo czyta sie Twojego bloga,tym bardziej,ze gdy go czytam,,mam wrazenie ze sama go napisalam,Twoje przezycia sa mi tak bliskie... dlugie wyczekiwanie na ciaze,ciaza zagrozona-7 miesiecy w lozku, w tym 3 miesiace w szpitalu,ciagla medytacja zeby ciaza trwala jak najdluzej...ale udalo sie :) jestem mama 15-miesiecznej Julii,urodzilam dzien po terminie,byl to najwspanialszy dzien mojego zycia...i Twoj tez bedzie taki...tego Ci zycze z calego serca :) pozdrawiam.Natalia

elisaday79 pisze...

Czytałam tego pięknego posta co najmniej kilka razy i zwlekałam z napisaniem czegokolwiek, bo ciężko jakoś tak znaleźć odpowiednie do sytuacji słowa.
Zacznę może od tego, że sesja fantastycznie ukazuje jak pięknie rozkwitałaś wraz z dojrzewaniem ciąży. Niesamowity jest ten promyk radości w Twoich oczach! Dla mnie jest w tym coś mistycznego, głębokiego i pięknego jak wiele kobieta potrafi znieśc i poświścić, na jak wiele niewygód jest gotowa się zdecydować by doświadczyć odkrycia tajemnicy bycia mamą...Piękne to jest.
Zarówno piękne słowa jakimi dzielisz się z nami tutaj na blogu swoim przeżywaniem tego stanu jak i zdjęcia z kolejnych tygodni ciąży niezwykle przenikają do serca czytającego, pokazują jak pięknie i głęboko doświadczasz tego -dla mnie póki co obcego-stanu....
A poza tym...masz bardzo mądrą przyjaciółkę!:-)
Buziaki!

Lukrecja pisze...

Kamila, ja chyba niezbyt precyzyjnie się wyraziłam.
Pytając kto napisał pneumatoforę miałam na myśli oryginalną pracę, a nie odrysowanie.


Pytałam o to w kilku miejscach równocześnie i gdzie indziej podpowiedziano mi ,że ta ikona jest autorstwa siostry karmelitanki ze Szczecina.


http://www.karmel.szczecin.pl/Ikony/22.jpg"

W tej sytuacji któraś informacja "mija się z prawdą" najoględniej rzecz ujmując.

Kamila pisze...

Nie zrozumiałam więc Twojego pytania Lukrecja bo pytając o autorstwo pierwsze skojarzenie że to ja malowała,. pisałam tę ikonę z bloga no ale jeśli pytasz o to kto jest pomysłodawcą oryginalnej Pneumatofory to odpowiem zgodnie z prawdą Duch św we współpracy z pustelnicą przy Siostrach karmelitankach szczecińskich kochaną naszą s. Miriam(karmelitanką)

Dzięki za piękne słowa od Was, Elisday dziękuję napisałaś to tak, że aż mi dech zaparło z wrażenia przy czytaniu...

Lukrecja pisze...

Kamila serdecznie dziękuję za informację.
Życzę szczęśliwego rozwiązania.
Jesteś bardzo dzielną dziewczyną.
Ślicznie wyglądasz w ciąży.