niedziela, 2 listopada 2008

Moje Zaduszki

Dzień pełen wspomnień i zadumy nad bliskimi, kochanymi, którzy odeszli, tymi których jeszcze tak mocno pamiętam, ogarniam sercem i tęsknotą bo na trwałe wpisali się w moje życie- szczególnie myślę tu o dziadkach i pewnej kochanej poczciwej cioteczce, panu z zaprzyjaźnionego kiosku, który za mną przepadał i zawsze mądrze radził a także o tych, którzy zmarli przed moim urodzeniem a wiem z opowiadań starszych o nich tak wiele, już jako podlotek uważałam to za szczególnie pasjonujące opowieści. Mam na myśli swoich niepoznanych przodków- i to w końcu rodzina bliska choć czas nie pozwolił nam się poznać osobiście.

W tych dniach podróżowałam dość daleko by ich odwiedzić na cmentarzu, pomodlić się za ich dusze, zapalić znicz pamięci.



Mam też u siebie w mieszkaniu takie stałe miejsce by móc pamiętać o nich na co dzień - sentymentalną półeczkę i parapet z fotografiami moich bliskich i przodków.Patrzą z niej na mnie babcie i dziadkowie,prababka Józefina z praprababką Julianną, postawny prapradziad Tomasz, z cichym pradziadkiem Władkiem, ciotki Salki i Maksy, wujki Włodki z lat własnej młodości, kuzyni, kuzynki, jednym słowem - Familia.

Często staję na wprost tej półki regałowej patrzę sobie na ich pogodne, posępne lub naburmuszone twarze- mieli przecież te swoje różnorakie osobowości, charaktery i charakterki mieli swoje przeżycia, niełatwe wojenne losy i myślę z błogością, że kiedyś przyjdzie jeszcze czas poznania, spotkania, wielu niekończących się rozmów o tym i owym i dlaczego i po co, i jak to było potem, czas odnalezienia i bycia już na zawsze ze sobą, bez rozstań.





p.s Mam nadzieję, że ze swoimi trzema kruszynami tam po drugiej stronie też się spotkam.

3 komentarze:

joanna.ka pisze...

Jakże nastrojowo u Ciebie i ślicznie :))
Miałam dzisiaj zamiar robić zdjęcia na cmentarzu, bo piekna słoneczna pogoda, ale było za duzo ludzi, nie było nastroju takiego jakbym chciała pokazać.
A Twoje zdjęcia śliczne:))

CONCHITA pisze...

W tym roku po raz pierwszy odwiedziłam cmentarz po zmroku. Teraz się zastanawiam dlaczego nie robiłam tego zawsze. Wtedy panuje tam zupełnie inna atmosfera. Te tysiące zniczy rozświetlających zmrok uświadamia jak wiele ludzi odeszło z tego świata.

Anonimowy pisze...

Witaj Kamo:)

ja zawsze pamietam wieczorne eskapady jako dziecko na cmentarz , popalone rekawiczki od swiec,ale coz trudno bylo mojej mamie utrzymac tak ruchliwe dziecko przed takimi atrakcjami jak zapalanie tych zniczy,ktore zgasły...
A teraz?nie mam juz tego uczucia radosci, czekania na wieczorny spacer i atrakcje oraz zastanawiam sie tez ,kim byloby moje maleństwo....
Wiem, jedno na pewno jest tam szczesliwe.Przeżylam uraz glowy z utratą swiadomości i przeniosłam się tam "do góry" na chwilę..bylo cudownie,blogo i nie czulam kompletnie,ze posiadam cialo.
Nigdy potem nie doswiadczylam czegos takiego na ziemi...

Buziaki