poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Czas wielkiego suszenia


Wiosną i latem mogę wyjść na łąkę choćby tę najbliższą i wracam do domu już po paru minutach z naręczem polnych kwiatów czy ozdobnych traw, jeśli mam ochotę na dostojniejszy bukiet, wspaniałe wonne zioła przydatne potem w kuchni, lub będące po prostu jej ozdobą, idę na rynek, do ogrodnictwa, czy kwiaciarni i za krótki czas już mam i dom przystrajam choćby jednym bukiecikiem, choć staram się w każdym z dwóch pokoi wstawić coś do wazonu, i już za moment zaczyna pachnąć w całym mieszkaniu, zachwyca bogata feria barw. Bez kwiatów i ziół tych żywych i suszonych tak jakoś mi pusto, jałowo.










Co jednak gdy nadchodzi jesień, co gdy zima gdy kwiatów, ziół zwyczajnie już po prostu nie ma?

Rokrocznie potęguje się u mnie potrzeba zabezpieczania kwiatowego zaplecza, zapewniania sobie zapachów, barw, które zatrzymają lato mimo, że na dworze będzie panować wszechobecna szarość, ponurość, ziąb i łysota bo już i śnieg rzadziej przystraja nam krajobrazy.
Zatrzymać zieloność, zatrzymać kolorowość w czterech ścianach domu za wszelką cenę na cały rok.
Takie mam hasło tego lata, zdeterminowana bardziej niż kiedykolwiek.
Są już suszone: bajeczna pachnąca lawenda, bukiety subtelnych wonnych, róż, hortensje o kwiatach jak z pergaminowego papieru, kruche liliowe wrzosy choć z przed 3 lat, ale jeszcze wyglądają jakoś, czekam na ich tegoroczny zbiór by wypełnić nim wiklinowy kosz stojący na szafie.




I już parę dni temu gdy tylko pierwszy raz zobaczyłam gotowe do suszenia suchołuski i zatrawiany sprzedawane przez panią pod sklepem, po prostu się na nie rzuciłam przeświadczona, że moja żyjnia musi wyglądać radośnie także wtedy gdy będę wracać z rękami pustymi do domu późną jesienią i zimą.




13 komentarzy:

stula pisze...

nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu trafiłam....

Kama pisze...

:))))ja tym bardziej się cieszę. ale skąd aż taka radość?Zżera mnie ciekawość.Pozdrawiam i zapraszam Cię na codzień w ten mój zaciszny zakamarek.

stula pisze...

jest ciepło kolorowo pachnie zwyczajnie pachnie tutaj ciepłem kolorem kwiatami miłością...
zainspirowałaś mnie bardzo a jestem na etapie remontu naszego nowego mieszkania.
DZIĘKUJĘ ZA TEN ZACISZNY ZAKAMAREK!
(www.stula.blog.pl/)

Kama pisze...

Szalenie się więc cieszę i dziękuję za te przemiłe słowa.I za to,że ja mogę kogoś zainspirować. Zajrzę także w Twój blogowy świat:)

Beata pisze...

Twoje kwiatowe zapasy na zimę są piękne. Kwiaty żywe czy suszone ,cieszą nieustannie nasze oczy.Przy moim łóżku stoi obrazek z zasuszonych konwalii, które dostałam od mojej córeczki na pierwsze moje Święto Mamy. To było 10 lat temu.4 lata temu do kompozycji dołączyła czerwona pelargonia, którą przyniosła mi córcia.Tej nocy urodził się jej braciszek.Te kwiatki są dla mnie bezcenne.
Pozdrawiam Cię serdecznie

p
p

anne pisze...

Kamo, Twój ZaKamarek jest niesamowity, wyobrażam sobie te wszystkie przeplatajace sie zapachy, koper, liście chrzanu, czarnuszka (dobrze zauważyłam?), która wszak nie pachnie, ale jest niezwykle dekoracyjną ozdobą... musi sie fajnie mieszkać w tak pachnącym naturą domu... jako miłośniczce hortensji (lawendy jak najbardziej też) przypadła mi do gustu kompozycja z
hortensji i zatrwianu - jak napisałaś "pergaminowe płatki" pieknie łączą się z koronkowymi gałązkami zatrwianu...

i zazdroszczę Ci otoczenia, w którym mieszkasz, bo u mnie to tylko bloki, bloki (ni i kawałek malutkiej łączki na poranny spacerek dla Arno) i malutkie trawniki, o które dbamy, by chociaż mieć kawałek zieleni...

i przyznaję się bez bicia, że "spapugowałam" Twój pomysł z "firmowym" mailem- bardzo mi się spodobał...

i malutka prośbą, proszę o jak najwięcej fotek Twojego ZaKamarka, jest bardzo przytulny i ma taką pozytywną energię :)))

joanna.ka pisze...

Kamo, ale pięknie u Ciebie!
Kwiaty i zioła to jedno ale ja wstrętna-natrętna poszukiwaczka inspiracji podejrzałam:
- belkę, która chyba specjalnie powstała tam do suszenia wszelkiego dobra,
- półkę z pięknymi słoiczkami, przetworami
- zielone drzwiczki (?)
- kaczkę
- zegar
- i najważniejsze: KSIAZKI :))
Nie wiem dlaczego w obecnych, współczesnych wnętrzach ich nie ma?

Popieram Anne - pokaż więcej zdjęć tego pięknego ZaKamarka :))

Aga pisze...

a mnie intryguje, co to jest za tym kopprem:)
szafa, jej imitacja? zagadkowe bardzo i piekne
a zegar cudny. taki jak na starych francuskich dworcach/ Wypatrzylas gdzies taki czy to wlasny pomysl?
duuuuuuuze to mieszkanko musisz miec.
jak ja lubie takie klimaty. ale tego wszystkiego... bym nie pomiescila :)

Aga pisze...

aaa, a skąd wytrzasnełas te cudną podlewaczkę ?

Kama pisze...

Ojej aleście się Kobiety rozpisały cudnie:)
Dziękuję,bardzo mi miło, to taki rodzaj nagrody,wzmocnienia, że te moje wygibasy w mieszkaniu celem stworzenia przytulnego,zacisznego klimatycznego gniazdka - zdążają w dobrym kierunku. Choć fakt powinnam już niebawem ograniczać się bo przestrzeni wolnejw tych 43 zapchanych metrach jak na lekarstwo.
A teraz odpowiadam:

Anne podpowiedziałaś mi coś czego nie wiedziałam wczoraj wiele minut spędziłam na szukaniu nazwy tego towarzysza hortensji,bo nie znałam, nie wiedziałam, że to też inny gatunek zatrawianu- bo te zwisy fioletowe, białe, żółte przy framudze to wiedziałam, że to zatrawian.
Faktycznie przez przypadek odkryłam,wkładając moją suszoną hortensję, do bali jyskowej i czując,że trzeba coś dołożyć by wypełnić do reszty, że te dwa zatrawian i hortensja blado różowa fajnie się komponują razem.Czarnuszki niestety nie mam to co nazwałaś czarnuszką to jakby dziki rumianek a szkoda.
A co do papugowania to papuguj ja też papuguję jeśli coś warte jest spapugowania byle twórczo i trochę po swojemu:).
Co do zapachów w moim domu zaś są one delikatne wyczuwalne zależnie od dnia,wiatru za oknem,bliskości. Cieszą mnie jednak zawsze słowa mojej sąsiadki gdy do mnie wdepnie na chwilę lub pod naszą nieobecność podlewa nam kwiatki. Jak wiecie każdy dom ma swój specyficzny zapach wyczuwalny dla obcych ,mniej wyczuwalny dla bywalców. Ona mi zawsze mówi tak: jak w tym Twoim mieszkaniu pachnie jak się wchodzi, ziołami tak specyficznie- ładnie.Bardzo mnie to cieszy bo taki miałam zamysł pierwotny.

Co do otoczenia to rzeczywiście nie mam źle ale ja i tak niepokornie marudzę bo wychowałam się na osiedlu osadzonym wśród dolinie pośród wzniesień, pagórków, lasów, stawów i pól wszędzie wokół gdzieby nie pójść jest pięknie i spaceruje się twórczo,a tu owszem mamy z 2 łączki 20 metrów na 20 niewielkie ale właśnie jednocześnie same bloki stojące we wszystkich konfiguracjach i ustawieniach, budujące się bloki i przestrzeń, która lada moment będzie zaorana koparami pod nową budowę.I wycinają nam po kolei wszystkie drzewa bo ciągle im przeszkadzają w czymś tam. Dla mnie to straszne.To więc, że mamy i to, że nie za bardzo mamy jest obiema częściami prawdy.Moja mama gdy tu przyjedzie mówi już za każdym razem tak: wy tu nie macie gdzie chodzić z tymi psiakami.
Są jednak ludzie mieszkający w samym centrum miejskich molochów bez drzew, trawników, z chodnikiem wprost przy gwarnej ulicy,z oparami benzyny pod nosem. W porównaniu z takimi ja mam istny raj.

Joanna.ka -belka wprost z Castoramy wygląda na ciężką i skutą zimnymi obręczami a jest leciutka tka piankowa, może z niecały kilogram waży cała i jako, że moim zamysłem było żeby sufit był gładki i bez dziury po środku abelka mi się marzyła wbrew miaszkaniu w bloku dodatkowo oświetlić kuchnię trzeba to mąż rozwiązał to tak, że kupiliśmy tę ala wiejską belkę, on wyciął dziury wstawił halogeny a ja mogłam to dekorować tak jak chciałam no a ja od dawna marzyłam by móc tak jak na wsiach się to rasowo robi poobwieszać ją ziołami. Mam też gdzieś gniazdko gliniane z jaskólką które chciałam przytwierdzić w rogu belki ale źle wyprofilowałam w nim zaczep i chyba kiedyś zrobię to od nowa, żeby nam na głowę nie spadło. A jaskółki żywe w gniazdku mam tuż za oknem. Latają cały czas.
Tak z rozsądku trochę się ograniczam z obwieszaniem tej belki bo nie wiem czy mocno mogę ją obciążać, choć podobno spokojnie nic się nie stanie.Dzięki temu usytuowaniu belki i oświetlenia w niej mam świetnie doświetlony blat pracy a jednocześnie światło jest ciepłe i stonowane.Razem z oświetleniem podszafkowym daje zupełnie wystarczającą ilość światła w kuchni.
Półka na przetwory ala spiżarka babuni jest około 100 letnia to moje oczkow kuchni- napisałam o niej na blogu, w pierwszych tygodniach pisania, podobnie też o ala oknie drewnianym wypełnionym sianem nazywanym przez nas domowym kurnikiem.
Zegar dworcowy pochodzi z Jyska nie był drogi, a książki fakt zajmują jedną calutką ścianę od podłogi do sufitu-8 półek na długość całej ściany z 3 pionowymi przęsłami, mąż zbudował ten regał krótko po wprowadzeniu się gdy nie mieliśmy jeszcze żadnej wizji na to mieszkanie, trzeba było szybko coś wykombinować bo nie mieliśmy gdzie trzymać naszych licznych książek- miejsce biblioteczne to taka pierwotna przestrzeń przy włączniku i za drzwiami,za mała by tam coś stało i nie było jednocześnie zawalidrogą na linii wejścia do pokoju a odpowiednia na książki.Drzwi typowe usunęliśmy i zastąpiliśmy suwanymi robionymi znów przez męża i dzięki temu mamy dodatkową przestrzeń dla nas cenną bo to nasze domowe zaplecze mądrości, inspiracji i wiedzy.

Aga te zegary bywają często na allegro: różne i podobne i te same i nieco drożej i taniej ale chyba też obecnie znów są w Jysku przynajmniej u nas.
A podlewaczka kupiona w pobliskim sklepie z durnostójkami, widziałam też w kwiaciarniach.
O jeny tak zachęcona, choć mam mam świadomość dziesiątek niedoróbek i przedmiotów, które czekają na zmianę, zamianę obawiam się, że jak będę regularnie pokazywać to szybko się mi przestrzeń do pokazywania skończy ale pokazywać będę i tak w miarę czasu i weny te swoje różności no bo jakoś mnie to wciągnęło.Przy takich wzmocnieniach pozytywnychmówiąc językiem swojego fachu to aż się chce.

Aga pisze...

mysmy sie rozpisaly? a ty to co? hehe..
43m? ja mam 60, ale tego, co Ty masz, w zyciu bym nie pomiescila. a chocby i tak, to kot by mi zezarl te ziola.
podziwiam, podziwiam
a co do drzew - jak ja cie rozumiem. cale dziecinstwo spedzilam w domku jednorodzinnym, naprezciw ktorego rosnie kasztan - orgomny, jakby podwojny. mojew najwieksze obawy dotyczyly tego, zeby go nie wycieli. i nie wycieli. a co do tego mieszkania z chodnikiem pod nosem - ja tak mieszkam, za to w srodku osiedla park, obok niedaleko jezioro i prawdziwy las. tak wiec nie jest tak zle z tymi chodnikami :)

Kama pisze...

No tak racja ja to się rozpisałam jak zwykle. Mam z tym przydługim pisaniem jak widzicie wyraźnie- problem.
Zazdroszczę Aga szczególnie tego lasu w pobliżu. Lasów co prawda mnóstwo w trójmiejskich okolicach ale z tego miejsca to pieszo do żadnego by się nie doszło.

Kamilcia pisze...

ja też chętnie popatrzę na inne ZaKamarki Twoje, bo tak przytulnie i ciepło się u Ciebie wydaje :) Nie każ długo czekać na dalsze odslony, proszę :)

książek u mnie tez sporo jest, chociaż na razie tylko jeden wysoki regał 90 cm zajmują, ale w dwóch rzędach na głębokość ;) no i już miejsca nie ma, trzeba będzie drugi dokupić, tylko gdzie ja go postawie, o patynowaniu, które mnie czeka zapewne, coby pasował do reszty mebli nie wspomnę ;)

Hortensje też lubię ogromnie, choć za innymi suszonymi kwiatami niezbyt przepadam - zioła to owszem :) no i lawenda, wrzos jeszcze.