niedziela, 17 sierpnia 2008

Tiramisu i inne polepszacze nastroju

Poza blogiem, który jest takim moim zakątkiem blogości;), nostalgii powrotów oraz sposobem podnoszenia sobie czasem nastroju toczy się normalne, najnormalniejsze życie.
Tu panuję nad moją przestrzenią wirtualnego istnienia w wszechświecie.
W życiu natomiast nie zawsze jest tak, są plany, tęsknoty, marzenia na które się czeka, po ludzku czeka się zbyt długo i w związku z tym czuje się na codzień jakiś rodzaj delikatnie powiem dyskomfortu bo to niedoczekiwanie się to jest jednak jakiś brak - taka wyrwa po prostu, a dziury, braki w życiu bolą niemniej niż ubytki w zębach.

Nie widzę sposobu by wycisnąć tu ekstrakt ze swych przeżyć, mijających dni zresztą to nie pamiętnik,nie mam takiej potrzeby- trzeba po prostu pisać swe życie w realu najlepiej jak to wychodzi, a tu owszem też wnosić część siebie-koniecznie prawdziwą, choć może raczej tę optymistyczną część- taki rodzaj treningu by na tyle ile mamy na to wpływ tworzyć wokół siebie pozytywną rzeczywistość.

Ostatnie dwa dni były walką o dobry nastrój i oto jak to sobie między innymi ten nastrój podnosiłam:)Pistacje na potęgę i robienie sobie dobrze czyli tiramisu.
Ciekawe co na to moja waga powie.E tam niech mówi co chce.

jedna z kilku misek pistacji, które zjadłam z drobną pomocą mojej chłopiny

Moje tiramisu wzorowane na istnej ambrozji mojej przyjaciółki

2 duże paczki podłużnych biszkoptów,500 gr mascarpone, 5 żółtek jaj, pół szklanki cukru,pół torebki cukru waniliowego, cacao do oprószenia, czekolada do starcia, kawa rozpuszczalna, likier amaretto u mnie zastępczo był wczoraj rum.Spażyć mocną kawę 3/4 szklanki, posłodzić łyżeczką cukru, gdy wystygnie dolać do wypełnienia szklanki amaretto lub rum.Przygotować formę z której można będzie latwo wyjmowac ten deser, lub od razu salaterki, ułożyć biszkopty nasączyć obficie esencją kawowo - alkoholową, w tym czasie przygotować dwie miski dużą i mniejszą, w większą wlać wrzątek i w nią wstawić tę mniejszą ubijać w niej 5 żółtek jaj z cukrem na gęsty kremowy ala kogel mogel, następnie wsypać cukier waniliowy, miksować dalej chwilę dodając po łyżeczce mascarpone, miksować tak żeby się zmieszało ale nie za długo. Wyłożyć masę na nasączone biszkopty i kolejną warstwę biszkoptów na to, nasączyć je obficie i rozłożyć kolejną warstwę masy. Włożyć do lodówki na 2-3 godziny i przed podaniem oprószyć cacao i czekoladą.


porcyjka jedna z wielu

tyle zostało z tiramisu po 10 minutach jedzenia

15 komentarzy:

Charlotte pisze...

Kamuś, jak dobrze, że nie piszesz, że żółtka można pominąć, a mascarpone zastąpić serkiem homogenizowanym (o zgrozo! :)) to już nie byłoby tiramisu, a Twoim pewnie żaden Włoch by nie pogardził :) Robię z niemal identycznego przepisu.

monika pisze...

Mój przepis otrzymany od Włoszek prawie identyczny, z tym że one sypią na wierzch kawą :) Palce lizać - taki deser!
I jakie ładne zdjęcia :)
A ja właśnie czekam aż wyrośnie chlebek bananowy :)

Królewna pisze...

mniam! ja zawsze posypuję kawą i używam mascarpone (też można tego polskiego użyć, połowę tańsze).

Kamilcia pisze...

oj, ale smaka narobiłaś :) ja dziś muffinki jabłkowe piekłam, z mąki pełnoziarnistej - też dobre wyszły ;)
a i najważniejsze - poprawy nastroju życvzę, a raczej spełnienia tego, na co czekasz, a co tę poprawę spowoduje :) ( sobie wśaściwie też życzę... )

joanna.ka pisze...

O tak, tak - tiramisu poprawia zawsze nastrój, ale ja je wolę następnego dnia dlatego z całą premedytacją robię późnym wieczorem, wrzucam do lodówki i idę spać ;)
Kiedyś też się pochawlę, a co mi tam ;)
Czy nastój już lepszy? Pogoda nie dopisała i burze i wichury i wszystko było na NIE...
Ale jutro będzie lepiej :))

Kama pisze...

ja też to tiramisu robiłam wczoraj przed północą i dziś dopiero jedliśmy.To przyznam było moje pierwsze tiramisu i całe szczęście że nie znam innych prowizorycznych przepisów na nie bo pewnie nieświadoma ich bym się uczepiła jak ostatniej deski ratunkowej i potem się dziwiła, że na poprawę nastroju nie pomaga. A to prawdziwe pomogło od pierwszego kęsa.Dzięki Kobitki za dodatkowo ciepłe słowa efekt jak po tiramisu.

Kama pisze...

Monika Chlebek bananowy?Mam nadzieję, ze to znajdzie się na Twoim blogu razem z przepisem a jak nie na blogu to bardzo o przepis proszę i dziękuję. K.

villa_vintage pisze...

I ja sie podpisuje ,, nastrój gwarantowany , a ja czuje sie pokuszona do wyczarowania tego smaku .

anne pisze...

czyli słodkościami obie poprawiałyśmy sobie humor :))
brzmi niezwykle apetycznie, chyba mam już ciacho ma przyszły weekend :)))

monika pisze...

Kama, nie znajdzie się bo zapomniałam o zrobieniu zdjęć..
Ale przepis proszę bardzo - 4 banany dojrzałe rozdziobać widelcem, połączyć z 1/2 kostki stopionego masła (może być ciut mniej), 1 jajkiem i 1/2 szklanki cukru. Do tego dodać ok.1,5 szklanki mąki połączonej z łyżeczką proszku do pieczenia i szczyptą soli - wszystko dobrze wymieszać, mikser niekonieczny - bardzo ładnie się łączy. Wlać do keksówki i do pieca na ok. godzinę (180stopni). I smacznego :) robi się w 15 minut, znika niemal tak samo szybko :)

Kama pisze...

no powiem Ci że ciekawie to brzmi, na razie brzmi ale chyba się za to jak znajdę czas wezmę. Dzięki:)

Aga pisze...

Dobrze, ze podalas przepis. Niech no ja tylk0o znajde chwile na buszowanie w kuchni

Kama pisze...

:)Szybko się robi, tak z 20 minut i już no i do lodówki potem.

Anonimowy pisze...

oj ty nie dobra tak mnie skusiłaś że pobiegłam do kuchni po coś słodkiego:(((

Kama pisze...

:) jeśli ja mam tyć to nie i inne tyją;)