niedziela, 25 stycznia 2009

Dopieszczenie się po ciężkim przeżyciu;)

cyknięte komórką co prawda ale pamiątka jest

Miałam wczoraj dość stresujące przeżycie medycznego pokroju, roiłam sobie w głowie, od 2 tygodni, że różnie to badanie może się dla mnie skończyć łącznie ze zgonem z paniki (moja chora fantazja tak na marginesie li tylko:).
Samo to doświadczenie zgoła niewinne w przebiegu przeżyłam szczękając zębami z przejęcia, calutki ten czas, co rozbawiło personel a mnie umęczyło.

Po skończonej akcji, z radości, że mam to już za sobą, i żeby odreagować, dalejże na słodkości do Caffe Clubu z moim mężczyzną na diecie co choć sam zaprosił to zgodził się jedynie na nietuczące ciasto marchewkowe. Ja tam mimo rzekomej diety własnej zeżarłam sobie ze smakiem na tę okazję pyszne tiramisu popijając spienioną nieziemsko aż po dno caffe latte. Co tam będziemy się katować w takim smakowo zmysłowym lokalu- raz się w końcu żyje.

4 komentarze:

llooka pisze...

Kamilo należało Ci się, jak chłopu ziemia!!! Tylko się cieszyć, że skończyło się na strachu. Lepiej być nadgorliwą w sprawach zdrowotnych...
Pozdrawiam ciepło!

joanna pisze...

I już po strachu :))
Jak dobrze, że ktoś wymyślił aparat w komórce ;)
Miłego tygodnia...

decomarta pisze...

Oj, ja też mam niezdrową wyobraźnię, która podsuwa mi zawsze najgorsze rozwiązania :)
a co do "zawartości obrazka.... mniam!

Anonimowy pisze...

Pięknie tu u Ciebie....Przeczytałam o Twoim strachu. ja też bardzo się boje łych wiadomosci.O mnie, mężu czy o dzieciach i nawet gorączka w rodzinie tak mnie stresuje i , strach.Ciesze się ,że dobrze wszystko.
Piękne zdjęcia.
Ja też lubię:"Krzyż i sztylet".Świetna lektura z czasów młodości, mam w domu i nawet dokupiłam II część, ale już nie jest tak dobra.
Pozdrawiam. Asia