czwartek, 12 czerwca 2008

Motywy ziołowe

Wracając od dentystki, która pastwiła się dziś nad moim spróchniałym zębem, nie to, żebym się bała dentysty bo nie wzbudza we mnie paniki jednak akurat to borowanie do przyjemnych nie należało i nacierpiałam sie trochę, pomyślałam, jak by tu dla odreagowania tych przeżyć sprawić sobie jakąś drobną przyjemność. Wstąpiłam więc nie całkiem po drodze do moich dwóch ulubionych sklepików z pięknymi, gustownymi przedmiotami w starym stylu by chociaż popatrzeć, by oczy nacieszyć, by...przyznam się wreszcie - nie wrócić do domu tak z całkiem pustymi rękami.

I wyszłam ze sklepiku usatysfakcjonowana z drobiazgiem: mała białą puszeczką na herbatę z motywami ziołowymi- pamiętam takie nastrojowe puszki w kuchni mojej babci. W mojej też nie może ich zabraknąć.

A wszystko to dlatego, że lubię otaczać się pięknymi, niebanalnymi (piękne nie mylić od razu z drogimi) przedmiotami w klimacie z poprzedniej epoki, takimi, które noszą rys szlachetności, mają swój charakter i to ulotne coś, czego nie sposób chyba nazwać a co się w lot czuje. Chciałabym stworzyć w swoim mieszkanku atmosferę ciepła, przytulności, nastrojowości, indywidualizmu. Mąż z przymrużeniem oka patrzy na to co kupuję i wytyka często niepraktyczność moich zakupów wiem jednak, że lubi tę naszą przestrzeń życia- paradoksalnie właśnie dzięki tym przedmiotom.

Osoby, które dzielą tę samą pasję zbieractwa, poszukiwania przedmiotów codziennego użytku jednak ładnych, z duszą, a także przedmiotów z giełd staroci prawdziwych zabytków opowiadających swoje własne historie wiedzą dobrze o czym mówię.

Jako dziecię wychowane w wielkiej miłości do łąk, pól i lasów mam wielką słabość do motywów ziołowych. Szczególnie dominują u mnie w kuchni. Oprócz ziół w donicach na parapecie okiennym, wiszących ziół ususzonych, mieszanek ziołowych po szafkach, są one obecne jako motyw na wielu przedmiotach codziennego użytku, takich jak serwis obiadowy, podkładki pod talerze, deska do krojenia

oraz co było moim marzeniem od jakiegoś czasu - w postaci dekorów kaflowych na ścianach kuchni.
Niestety ponieważ nigdzie w sklepach nie mogłam takich dekorów napotkać, dlatego ostatecznie nie chcąc rezygnować z marzeń zdecydowałam się zrobić je sobie sama i dokładnie takie jak chcę. Tuż przed remontem kuchni zamiast niszczyć, wykorzystałam stare jasnobeżowe kafle kuchenne poprzedniej właścicielki najdosłowniej odrywając je siłą od ściany i na nich namalowałam farbami naszkliwnymi motywy ziół posiłkując się leksykonem. Wypaliłam je następnie w profesjonalnym piecu ceramicznym do jakiego miałam dostęp w pracy. Zawrotna temperatura wielogodzinnego wypału w około 1000 stopniach budziła moje poważne obawy czy kafle przetrzymają.
Na szczęście przetrzymały wszystkie.

Mam więc w kuchni 12 ziołowych dekorów jest : rozmaryn, tymianek, mniszek lekarski, mięta, koper, oregano, krwawnik, dziurawiec, bazylia, szczypior, rumianek i melisa.

I niemal czuję ich zapach zmysłem wyobraźni.

7 komentarzy:

anne pisze...

z wielką przyjemnością wpiszę się raz jescze :))
dziś przez przypadek odkryłam twoją stronę i bardzo mi się podoba Twój ZaKamarek :))
ja również bardzo lubię motywy ziołowe :))
i mam jedno małe pytanie: gdzie można nabyć tak cudne kafle??
P.S. pozwoliłam sobie dodać Twoją stronę do moich ulubionych miejsc :))

anne pisze...

już wiem skąd masz tak piękne kafle :)) - tak zachwyciłam sie serwisem, ze musiałam szybko o tym napisać, nie czytając tekstu do końca... gratuluję talentu :))

festoon pisze...

I ja,i ja się znów dopisuję:)
Fajnie,że ci się udało odtworzyć ten wpis,oby już nie było żadnych awarii!

kama pisze...

Kochane moje Dziewczyny dziękuję... aż się wzruszyłam, nie spodziewałam się, że będziecie aż takie wrażliwe na czyjeś "nieszczęście"- bo fakt jak straciłam tekst to się wkurzyłam ale jak odkryłam, że zniknęły też razem z nim komentarze to się poryczałam. Mówię serio.

Odpowiadam przy okazji na poszczególne pytania. Już Festoon zwróciła uwagę na serwis myślała, że jakiś galeryjny.Nietety nie stać by mnie było na taki. Anne więc tak jak jej odpowiadam Ci,że to był czysty przypadek. Rodzice stali bywalcy hipermarketów dzwonią do mnie do pracy z tekstem, że w Carrefourze rzucili właśnie ładne talerze i całą zastawę w ogóle w motywy ziółkowe i że dosłownie z kosza można wybierać, i że taniocha i szaleństwo ludzkie wokół owych naczyń więc i ja oszalałam i mówię im po 1 sek namyśle bierzcie więc wszystkiego po 6 i tak mam wszystkiego po 6: małe talerzyki, śniadaniowe talerze, obiadowe wielgachne, zupowe głębokie,miski cukiernicę,6 na jajka, dzbanuszek do mleka,acha i kubeczki były jeszcze maselniczki i coś tam jeszcze ale już nie donieśli by bo bezsamochodowi są. Za wszystko to zapłaciłam równe 110 zł a nie ustępuje to jakością raczej tym rasowym naczyniom.

Co do dekorów lubię i darzę sentymentem te swoje ziółka kuchenne i moje jedyne mieszkaniowe przywiązanie to fakt, że(w odróżnieniu od innych ulubionych przedmiotów) nie dam rady ich nigdzie przenieść, przefastrygować jak ja to mówię bo ile razy te same kafelki mogą znieść wyrywanie żywcem ze ściany?:) Nie mam już dostępu do pieca ceramicznego ani do tych farb, fakt namalować jeszcze raz bym namalowała pewnie nawet umiejętniej bo już wiem jak ale fakt faktem na jeden kafel poświęcałam z 1,5-2 godziny malowania z racji bardzo niewygodnego nakładania tej farby bo ona miała konsystencję kredową,takich suchych pasteli, szybko tężała i przed wypaleniem przy byle dotknięciu odpadała.Więc po namalowaniu dotknięcie obracało moją pracę w niwecz. Najlepsze jest też to, że kolory trzeba było nakładać trochę na wyczucie bo kompletnie zmieniały, wygląd,natężenie po wypaleniu, kompletnie. Dlatego kilka ziółek gdzie kwiaty miały być fioletowe wyszły mi niebieskie. Ale co tam:)Mi to nie przeszkadza.Na pewno są różne rodzaje farb ale te moje do których miałam dostęp to były z tego co pamiętam farby angobowe.

festoon pisze...

To jest to,takie zdobycze cieszą.Powtórzę,że serwis jest piękny.To tak jak z tym świecznikiem kopciuszka za 14,99,po który mój biedny mąż jechał pół miasta o 23:)

kopciuszek pisze...

o kurczaczki, też bym sobie taki serwis zafundowała ale mnie nikt nie powiedział :(

Florentyna pisze...

Prześliczne te kaflowe dekory i piękne na nich malunki.
Gratuluje talentu:-)
A o serwisie, to już nawet nie wspomnę, bo mnie zatchło, że takie cuda można w marketach upolować! Też myślałam, że galeryjny.
Pozdrowienia.